"Opracowanie wykonane przez Marcina Bonickiego, członka - eksperta Krajowego Forum Przedsiębiorczości"













Czy znany nam „Polak mały” może mieć coś wspólnego z „małą ojczyzną” i „patriotyzmem lokalnym”?





Po tym jak Pendereccy przegięli w Krakowie...


Jan Szczepankiewicz

Pamiętamy jak Wielki Kompozytor i Jego Wielka Żona chcieli urządzić Wielki Jubileusz z okazji 70-ych urodzin Artysty i 50-ej rocznicy Jego pracy twórczej. Aby Kraków mógł dołączyć do "międzynarodowego grona miast obchodzących" potrzebował na początek 2,5 miliona zł. Elżbieta Penderecka 8 lat "nie biorąc sama pieniędzy" urządzała tu corocznie festiwale swojemu Genialnemu Mężowi i "gdzie szła zawsze dostawała, a teraz się skończyło". Tak przynajmniej stwierdził Prezydent Majchrowski - bo tyle w kasie po prostu nie było. Proponowano ułamek tej kwoty - 400.000 zł, no może milion. Wielka Animatorka prychnęła, nawymyślała, oświadczyła i poszła po forsę do Krakowskiej Filharmonii. Muzycy biorą w niej po 1000 zł na miesiąc, szczęśliwi bo czasem mogą zagrać jakieś Wielkie Dzieło Mistrza. Dyrektor tej placówki Anna Oberc odmówiła - bo też nie miała i Mistrz natychmiast zakazał Filharmonii wykonywania swoich Dzieł. Bezterminowo! Pani Penderecka powiedziała, że Kraków nie będzie odtąd miał żadnego festiwalu - Beethovenowskiego też, a Jej Wielki Mąż po tym "jak kołtun podniósł w Krakowie głowę" rozważa możliwość wyprowadzenia się z niewdzięcznego miasta bo - jak sobie przypomniał - "nawet się tu nie urodził". Bezczelni pismacy drwili jeszcze, sugerując że Mistrz powinien nakazać wykreślenie swego Imienia z Pocztu Rektorów, Encyklopedii, wycofania partytur itd. Po tym jak cały świat organizuje mu 74 Jubileusze - w tym 3 Festiwale w samej tylko Francji, a miasto w którym łaskawie zamieszkał "nie potrafi znaleźć pieniędzy" - było by to zrozumiałe. Sugerowano się też honorowe oddanie wszystkich pieniędzy podatnika - w tym krakowskiego - które Mistrz raczył przez te lata zużyć. Penderecki powiedział, że krakowski festiwal nie jest mu do niczego potrzebny bo ma świat, tylko żal mu tyrającej za darmo Żony. Żarty w gazetach też się skończą, gdyż Kompozytor już się obraził na Dziennik Polski i nie współpracuje, a cdn. No, może jedynie "Wyborcza" - i to nie wiadomo. Wg .Pendereckiego Kraków zawsze niszczył Znane Osobowości. Tu Mistrz przywoływał Geniusza Tadeusza Kantora, który podobno też "zawsze się pienił" jak nie dostał.

No cóż, świat przeważnie nie rozumiał potrzeb Wielkich Artystów, a ich Talent doceniano zazwyczaj po śmierci. Kobiety ich pozostawały w nędzy i nikt nie chciał im pomóc. Ostatnio chciano coś zmienić, ale ... nie wszędzie wyszło. Szkoda, że Pani Penderecka nie spróbowała ze sponsorem prywatnym. Mydełka "Penderecka" dla cery dojrzałej, krakersy koncertowe - "Batutki" z podobizną Mistrza. A może tak Polska Wódka - "Metamorfozy". Skoro już mamy "Chopina".

Oburzamy się często na trywialność rynku, na jego bezwzględność i pospolitość. Ale gdy go zabraknie, gdy wielkość, chcąc nie chcąc, kreuje i zasila bezimienny podatnik- często też dzieją się rzeczy straszne. Wiele i wielu zwyczajnie się degeneruje, giną proporcje, krzywią się relacje. Osobiście wolę Bacha mimo, ze nie był nawet Polakiem , chętniej też słucham np. Doorsów, a taki producent warzyw - bezczelnie preferuje Brathanki. A płacić trzeba... Może jednak czas jest potrzebnym weryfikatorem rzeczywistej wielkości, tej docenianej wspólnie.
Po tym jak Pendereccy przegięli w Krakowie - pojawiły się z powrotem nieco zapomniane, odsunięte dotąd na plan dalszy, pytania. Także co do sposobów i rozmiarów - w jakich podatnik ma wspierać tzw. sztukę współczesną.


         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004