Pismo z Urzędu Miasta Krakowa






Europa Wolnych Ojczyzn - Partia Polska poleca swoich kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego






PO, Lid i Kwaśniewski





Balcerowicz musi odejść


Marcin Masny

No to pora powrócić do nader abstrakcyjnych kwestii związanych ze szkołą austriacką w ekonomii. Pisałem, że neo-austriacka teoria cykli koniunkturalnych jest oparta na analizie ryzyka. Kontrastuje z wizją "paleo-austriacką", która kwestionowała mierzalne ryzyko w analizie ekonomicznej.

W swoich pracach z lat Wielkiego Kryzysu Fryderyk von Hayek podkreślał rolę czasu w produkcji, a motoru cykli upatrywał w źle prowadzonej polityce monetarnej. Władza monetarna zanadto pragnie stymulować gospodarkę i obficie zalewa rynek pieniądzem. Ale nie efekt inflacyjny jest zdaniem Hayeka przyczyna cykli (tak z kolei uważali monetartyści z Chicago i Milton Friedman), tylko zbyt niska stopa procentowa, która zakłóca ceny międzyokresowe. Przyszłe ceny są szacowane zbyt wysoko w stosunku do obecnych. To z kolei - w opinii Hayeka - zakłóca alokację, a przede wszystkim skłania do nadmiernych inwestycji. Kiedy rynek zrozumie, że był to błąd, dokonuje korekty. Następuje recesja lub nawet depresja. Uczeń Hayeka Ludwig von Mises poszedł tym tropem i w latach 20-tych, obserwując ekspansję monetarną, przewidział Wielki Kryzys.

Czasy się zmieniają. Istota polityki monetarnej jest dziś inna niż przed dziesięcioleciami. Neoaustriacy zatem odeszli od wizji poprzedników i przypisują cykle raczej chwiejności polityki pieniężnej, która generuje wzmożone ryzyko. Neoaustriacy pytają, dlaczego inwestorzy w każdym cyklu mieliby robić ten sam błąd. Dlaczego mieliby wciąż nadmiernie inwestować w fazie ekspansji, zamiast się zabezpieczać? W ogóle najzabawniejsze jest to, że przyczyny kolejnych cykli (krótkich, średnich i długich) są najwyraźniej coraz to inne, a cykle jak powracały tak powracają z dużą regularnością. Ale wróćmy do neoaustriaków. Otóż ich zdaniem ekspansja pieniężna, która w krótkim terminie prowadzi do spadku stóp procentowych, wzmaga ryzyko gospodarcze, ponieważ skłania do inwestowania długoterminowego, które jest ryzykowniejsze. Z drugiej jednak strony chwiejność polityki zwiększa postrzegane ryzyko, co prowadzi do osłabienia tendencji do inwestowania długoterminowego. Jak zauważa neoaustriak Tyler Cowen, ta obserwacja zbliża jego szkołę do neokeynesowców. Keynes podkreślał, że postrzegany wzrost niepewności skłania inwestorów raczej do utrzymywania płynności niż do inwestowania. I znowu pozwolę sobie na dygresję. Neoaustriacy są bliżsi neokeynesistom niż jedni i drudzy swoim poprzednikom i ojcom założycielom. Dlatego współcześni propagandyści monetarni naśmiewający się z Keynesa ("marksizm, leninizm, keynesizm" itp. facecje...) w gruncie rzeczy żerują na snobistycznej ignorancji swoich czytelników.

Tyler Cowen dochodzi do sedna sprawy, kiedy stwierdza, iż realnym grzechem polityki pieniężnej nie jest sama w sobie ekspansja monetarna, tylko jej zmienność według widzimisię dyskrecjonalnych, arbitralnych bankierów centralnych. Tak! Uwaga! Przywykliśmy do tego, że ataki na NBP, Radę Polityki Pieniężnej i Leszka Balcerowicza osobiście płyną raczej od polityków typu Andrzeja Leppera, których nie kojarzymy przecież z liberalno-monetarystyczną tradycją. A tu masz ci los...

Wygląda na to, że kwestia wymierności lub niewymierności ryzyka, skądinąd fundamentalna dla ubezpieczeń, powróci dopiero w następnym moim felietoniku. Bo teraz mamy na warsztacie pasjonujący temat polskiej polityki stóp procentowych. Czy dla ubezpieczycieli (w różnych horyzontach, na obszarze różnych działalności, w odniesieniu do koniunktury na rynku itd.) polityka konwergencyjnego obniżania stóp była korzystna? Czy Balcerowicz musi odejść?

Liberalna prawica, chociaż z powodów zupełnie odmiennych niż przewodniczący Lepper, tak właśnie uważa. Ale chciałaby, żeby Balcerowicz odszedł razem z bankiem centralnym i centralnym sterowaniem stopami. Gdyby bank centralny nie narzucał swoich cen przez wymuszone transakcje i swe mamucie rozmiary, sektor finansów wyglądałby zupełnie inaczej.

A prezes Broda nie może mi zarzucic, że nie użyłem słowa zaczynającego się na "u...". Jest ich w tym felietoniku aż dziesięć.


         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004