Wniosek MFP













„Polska kiełbasa” z coraz to dalszej zagranicy





Pamięci Wielkiej Chorągwi Ziemi Krakowskiej



Zbliża się okrągła 600 rocznica naszego zwycięstwa pod Grunwaldem, którego znaczenia nie można pomniejszyć, ani też zakwestionować w żadnym z jego wymiarów. Pokojowo budowana pod berłem Jagiellonów wspólnota narodów środkowo - wschodniej Europy po śmierci uniwersalnego autorytetu, jakim była Królowa Jadwiga - poddana została próbie, której pozytywne przejście umożliwiło jej dalszy rozwój.

Żywioł niemiecki posługując się odrażającym zarówno politycznie, jak i religijnie Zakonem Krzyżackim parł na wschód, a sami „bracia” dopuszczali się sprzeniewierzeń, rabunków oraz mordów, by wreszcie zasadniczym kłamstwem zgromadzić po swojej stronie kwiat europejskiego rycerstwa w liczbie 27,5 tyś. konnych i pieszych. Wśród rozmaitych nacji, które zjechały pod Grunwald dominowali jednak niemieckojęzyczni.

Zadaniem znakomitych rycerzy z Zachodu miało być pokonanie wojsk rzekomo nie dość katolickiej unii wolnych narodów Polski i Litwy.
W imię teutońskiej ekspansji nadużyto znaku Krzyża Świętego, imienia Najświętszej Marii Panny, pohańbiono ideę obrony Wiary Świętej.
W największej bitwie średniowiecznej Europy naprzeciw siebie stanęli rycerze króla Władysława II Jagiełły prowadzący wojnę sprawiedliwą oraz odwieczny wróg jego państwa. Po naszej stronie walczyło ponad 29 tyś. zbrojnych, których 2/3 było siłami polskimi.

Grunwald 1410 roku stanowiący obecnie jeden z nielicznych powszechnie funkcjonujących w naszej świadomości filarów znany jest głównie z opisu bitwy zawartego w sienkiewiczowskich „Krzyżakach” i nakręconego w roku 1960 na ich podstawie filmu historycznego pod tym samym tytułem, który reżyserował Aleksander Ford.
Pomimo względnej znajomości daty oraz stron tego zdarzenia nie jest to jednak wśród Polaków wiedza obszerna i nie dotyczy okoliczności, następstw, ani też co bardzo ważne ludzi, którzy uczestniczyli w tej przełomowej dla losów naszego kontynentu rozprawie.

Jakże niewielu uczestników tej bitwy mogą wymienić współcześni. Poza Królem Polski Władysławem II Jagiełłą i obecnym na płótnie Jana Matejki Wielkim Księciem Litewskim Witoldem Kiejstutowiczem, w pospolitej pamięci odnajdujemy zaledwie imię otoczonego legendą Zawiszy Czarnego. Pan z Garbowa, którego czynów także prawie nikt dzisiaj nie potrafi wymienić był jednak tylko jednym z rycerzy przedchorągiewnych - Wielkiej Chorągwi Ziemi Krakowskiej.

Sylwetki największych jej bohaterów zaginęły niemal doszczętnie z mrokach naszych dziejów, a ich imiona niewiele mówią Polakom początku XXI wieku.

Czym zatem była Wielka Chorągiew Ziemi Krakowskiej, kim byli jej znakomici przywódcy?
Wielka Chorągiew stanowiła elitarną jednostkę, którą dowodził Zyndram z Maszkowic herbu Słońce, chorążym był Marcin z Wrocimowic herbu Półkozy, zaś rycerzami przedchorągiewnymi najznakomitsi z wielkich – Zawisza Czarny z Garbowa herbu Sulima, Florian Korytnicy herbu Jelita, Domarad z Kobylan herbu Drzymalita, Skarbek z Góry herbu Habdank, Paweł Złodziej z Biskupic herbu Niesobia, Jan Warszawski herbu Nałęcz, Stanisław z Charbinowi herbu Sulima i Jaksa z Targowiska herbu Lis.

Wielką Chorągiew Ziemi Krakowskiej znamy ze wspomnianych opisów oraz obrazów, jako że utrata jej znaku, który stanowił biały orzeł w koronie z rozpostartymi skrzydłami na czerwonym polu, a w chwilę później jego odzyskanie umożliwiło psychologiczny przełom w całej bitwie.

Upadek chorągwi nastąpił w decydującej fazie starcia. Powracające z pościgu za pozorującymi z razu ucieczkę, a później faktycznie ustępującymi 40 chorągwiami litewskimi pod wodza Wielkiego Księcia Witolda siły krzyżackie, przekonane o zwycięstwie strony niemieckiej - dołączyły do miażdżonych przez 50 polskich chorągwi na lewym skrzydle głównych sił Zakonu.
Szybkie podniesienie upadającej najznakomitszej z chorągwi przywróciło w rycerstwie polskim nadzieję oraz spowodowało chęć zmycia zniewagi. Krzyżacy, którzy intonowali już swoje tryumfalnie „Christ ist erstanden” poddani jeszcze większemu naporowi naszego wyborowego rycerstwa rzucili się do ucieczki - gromieni długim, wyniszczającym pościgiem. Przyjmuje się, że straty krzyżackie wyniosły ok. 8 tyś. zabitych, a 14 tysięcy z nich wzięto do niewoli.

Każdy ze wspomnianych przywódców Wielkiej Chorągwi stanowić może temat osobnej opowieści i nie sposób tak obszernej wiedzy przybliżyć bez staranniejszych studiów. Warto jednak podając kilka wybranych przykładów zachęcić do zanurzenia się w historii sprzed sześciu stuleci, odnajdując w niej naszą często później traconą pełną podmiotowość wśród rozmaitych kolei europejskich nacji i tworzonych przez nie państw.

Najlepiej kojarzonym jest bez wątpienia Zawisza Czarny herbu Sulima – symbol wszelkich cnót rycerskich – człowiek nie tylko pewnej ręki, ale i znakomitego umysłu. Przeciętny Polak niewiele jednak może powiedzieć np. o jego uczestnictwie w wyprawach przeciwko Turkom (w których brał udział ze swoim bratem Janem zwanym Farurejem – starostą spiskim, stolnikiem krakowskim), o zwycięstwach we wszystkich europejskich turniejach (m.in. wygrał wielkie zawody w Budzie, a w Perpignan pokonał już w pierwszym starciu sławę europejskiego rycerstwa - samego Jana z Aragonii) oraz o zabiegach dyplomatycznych (m.in. wysłany na sobór w Konstancji jako jeden z nielicznych bronił osoby Jana Husa – by później walczyć jednak przeciwko czeskim husytom, konstruował pokojowy układ między królami Polski i Węgier w Lubowli, uczestniczył też w zjeździe monarchów w Budzie).
W ówczesnym państwie polskim Zawisza Czarny sprawował funkcje starosty kruszwickiego oraz spiskiego. Wśród jego potomków w prostej linii można znaleźć zarówno hetmana Stanisława Koniecpolskiego, jak i najsłynniejszego partyzanta okresu II wojny światowej Henryka Hubala Dobrzańskiego. Tajemnicza śmierć podczas wyprawy tureckiej oraz symboliczny pogrzeb mający miejsce w Krakowie w roku 1428 zwieńczyły niezwykle urozmaicony życiorys genialnego człowieka, który w swoim czasie dobrze przysłużył się Kościołowi, Polsce i Europie.

Z kolei wspomniany już Zyndram z Maszkowic herbu Słońce był rycerzem polskim pochodzenia niemieckiego. W swoim urozmaiconym życiu brał udział m.in. w litewskiej wojnie domowej oraz wielkiej wojnie z Krzyżakami, a niektórzy historycy uważają, że Zyndram uczestniczył także w wyprawie krzyżowej Zygmunta Luksemburskiego, gdzie walczył w bitwie pod Nikopolis. W ówczesnym państwie polskim Zyndram pełnił m.in. funkcje starosty zdobytego przez siebie Kamieńca Litewskiego oraz starosty niegrodowego Jasła i Małogoszczy.
Od 1404 roku był miecznikiem krakowskim, zaś podczas bitwy grunwaldzkiej oboźnym koronnym, a wreszcie rozstawiającym polskie chorągwie na lewym skrzydle wojsk, któremu dowodził Zbigniew z Brzezia herbu Zadora – Marszałek Wielki Koronny.
To właśnie prowadzeni przez niego ludzie mieli zabić głównodowodzącego wojskami krzyżackimi wielkiego mistrza krzyżackiego Ulricha von Jungingena. Za udział w bitwie grunwaldzkiej nie otrzymał żadnej nagrody (co niektórzy wiążą ze słynnym upadkiem chorągwi) a ofiarowane mu przez króla wsie w okolicy Biecza zobowiązał się bronić przed Tatarami.

Florian z Korytnicy poza funkcją rycerza przedchorągiewnego przewodził w tym czasie także Chorągwi Braci i Rycerzy Rodu Koźlerogi herbu Jelita, której znak trzy złote włócznie skrzyżowane na czerwonym polu - środkowa żeleźcem w dół widzimy na wielu obrazach poświęconych bitwie pod Grunwaldem. Pełnił funkcje kasztelana wiślickiego i starosty przedeckiego, a w swojej Korytnicy położonej w dorzeczu Nidy oraz Czarnej Nidy (nieopodal prastarego gniazda Jelitczyków - Mokrska) pozostawił po sobie kościół p.w. św. Jana Chrzciciela, który wybudował w roku 1413 (dziś znajdujemy tam wzniesioną w połowie XVII wieku świątynię p.w. św. Floriana).
To właśnie Florian z Korytnicy obok kasztelana radomskiego Klemensa z Mokrska adoptował w tym samym roku jako przedstawiciel rodu Jelitczyków w Horodle litewskiego bojara wyznania rzymsko – katolickiego niejakiego Gerduta.

Wielka bitwa złamała raz na zawsze potęgę niemieckiego zakonu, a Jagiellonów wyniosła do roli jednej z najważniejszych dynastii europejskich. Kiedy odnosimy się dzisiaj do grunwaldzkiej wiktorii w kontekście moralnym, to możemy zauważyć, że słuszność bezsprzecznie stała po naszej stronie. Historia późniejszych wieków wydała swój wyrok w sposób zbyt oczywisty, by w jakikolwiek sposób można było wątpić w trwałość przywiązania do Chrystusowej Wiary Polaków oraz nawróconych przez nich na preferowanej pokojowej drodze sąsiadów.
Nasze wspólne państwo stało się oazą wolności i dobrobytu, podczas gdy niemiecka zachłanność oraz skłonność do mordów sprowadzały na Stary Kontynent wyłącznie same nieszczęścia.

To właśnie mieszkańcy Europy Zachodniej skutecznie oddając się rozmaitym reformom, po sześciu wiekach wyraźnie rozluźnili związki z Kościołem i w znacznej mierze zlaicyzowali swe życie. Nie można tego natomiast powiedzieć o nas, mając przy tym w pamięci zarówno stulecia ofiarowanego nam przez Opatrzność szczęścia, jak również traumę wielu późniejszych narodowych tragedii sprowadzanych na nas przez sprzymierzających się barbarzyńskich sąsiadów.

Często dziś zapominane, a nawet wyszydzane Przedmurze Chrześcijaństwa zachowało swój unikalny charakter aż po rok 1939, a wciśnięte między nieludzkie potęgi także i dziś pozytywnie prezentuje się zarówno na tle „konsumującego” Zachodu, jak odczłowieczonego do granic możliwości Wschodu.
Mamy zatem w tym miejscu swą piękną, choć niezwykle morderczą misję, niezależnie czy będziemy się do niej przyznawać, czy też starać się od niej na siłę dystansować.

Liczne pamiątki kolejnych rocznic Grunwaldu w postaci fundowanych nawet w ciężkich czasach pomników, czy tablic świadczą o pamięci i sile, jaka bije z tego zwycięstwa, pomimo późniejszych zmiennych kolei losu.

Tegoroczne obchody 600 rocznicy przebiegają w cieniu wydarzeń bieżących, które dramatycznie przyciągają uwagę trzaskiem łamiących się konstrukcji państwowych i zgiełkiem wynaturzonych form, jakie narzucane nam po raz kolejny dewastują życie Polaków – tych mieszkających dziś między Bugiem, a Odrą oraz tych rozrzuconych po świecie w poszukiwaniu lepszego życia.

Należy bezwzglednie dokładać wszystkich starań, by zachować nie tylko pamięć i prawdę historyczną, ale też stworzyć warunki do nowych przewag – tak by nasze państwo mogło się odrodzić w swej dawnej powadze, suwerennym bycie, potrzebnej nam potędze oraz narodowym dostatku.

Kraków,10 lipca 2010r.

Jan Szczepankiewicz


         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004