 |
|
 |
|
|
|
O Józefie Szujskim słów prawdziwych kilka
Pisząc o Jozefie Szujskim liderze niesławnej pamięci „krakowskiej szkoły historycznej” nie sposób pominąć typowych dla tej proweniencji cech osobowości i kart z życiorysu.
Najaktywniejszy ze szkoły „konserwatystów – stańczyków” był nieślubnym dzieckiem Karoliny Szujskiej i niewiadomego ojca.
Wychowywany był przez swoją matkę i wuja Piotra w którego majątku Zbyszycach nad Dunajcem spędził sporą część swojego dzieciństwa, by później w związku z rozpoczęciem nauki w gimnazjum mającym go przysposobić do pracy w austriackiej administracji przenieść się do Tarnowa.
Kolejnym miejscem edukacji młodego Józia był Kraków, w którym najpierw uczęszczał do gimnazjum św. Anny, a później studiował przez jeden semestr na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, by następnie rozpocząć studia na Wydziale Prawniczym.
Wyjechał też do Wiednia na studia nauczycielskie, skąd jednak wrócił po pierwszym semestrze, a w związku z próbą kontaktu z patriotyczną młodzieżą spotykającą się w pracowni rzeźbiarza Filippiego został objęty nadzorem policyjnym i stracił widoki na posadę profesora gimnazjalnego.
Starania wychowawcze władz okazały się skuteczne i po dziewięciu latach Józef Szujski otrzymuje mandat do galicyjskiego Sejmu Krajowego, w którym zasiada przez trzy kadencje, by następnie zostać wybranym na delegata do Izby Poselskiej austriackiej Rady Państwa.
W uznaniu zasług cesarz ustanawia go nawet dożywotnim członkiem Izby Panów parlamentu w Wiedniu, czemu nie przeszkadzał (oczywisty w tym przypadku) brak szlachectwa.
O tym jak dobrą robotę dla monarchii wykonywał Szujski możemy się przekonać śledząc jego działalność polityczną i twórczość literacką.
Pomijając natomiast przekonania oraz intencje można powiedzieć, że podobnie jak inni „konserwatyści” nie czuł ducha czasu, z zasady nie akceptował zmian i tym samym nie był w istocie przydatny dla polskiej sprawy narodowej końca XIX wieku.
Szujski był jednym z założycieli „Przeglądu Polskiego”, pisał wierszem i prozą, z upodobaniem badał też przyczyny polskich niepowodzeń.
W swoim niedługim życiu opublikował m.in. broszurę „Kilka prawd
z dziejów naszych. Ku rozważenia w chwili obecnej” , „Dzieje Polski”, „Historii polskiej treściwie opowiedzianej ksiąg dwanaście”, „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki” oraz kilka mało znanych powieści, dramatów, poematów i felietonów.
Był także współautorem publikowanego w „Przeglądzie Polskim” w formie serii fikcyjnych listów pamfletu politycznego „Teka Stańczyka”.
Teksty z roku 1869 miały zdecydowanie antypolski charakter, stanowiąc mieszaninę jadowitej i nierzetelnej krytyki narodu z typową dla karierowiczów wazeliną wiernopoddańczych bzdur.
Autorzy lżyli w nich swoich rodaków, przypisując im najgorsze cechy, obwieszczali zasłużony charakter utraty niepodległości i wybijali im z głów jakąkolwiek myśl
o szybkim odzyskaniu własnego państwa.
Obrzydliwa w swoim wyrazie krytyka historii Polski prowadzić miała także do przekonania, że zła sytuacja narodu w XIX wieku jest spowodowana nie tyle przez obcą władzę, co przez dających jej opór powstańców i konspiratorów.
Polacy mieli być ogólnie rzecz biorąc głupi, zaś politycznym wyróżnikiem naszego narodu miała być - znana nam z uprawianej od dawna propagandy zaborców - skłonność do anarchii.
Właściwie można powiedzieć, że Stańczycy wykonywali robotę guasi agenturalną, licząc w zamian na rozmaite korzyści i ustępstwa. Przekonywali przy tym o rzekomej kontynuacji polskiej państwowości przez obcą monarchię, wzywając swoich rodaków do bezwzględnej lojalności, posłuszeństwa i współpracy z austriackim zaborcą.
Wprowadzona po perturbacjach związanych z wcześniejszymi aktami – Dyplomem Październikowym i Patentem Lutowym - Konstytucja Grudniowa z 1867 roku uczyniła z monarchii habsburskiej państwo w istocie rzeczy dość liberalne, a podnoszona przez krakowskich „konserwatystów” zbieżność kultury oraz religii (wobec rosyjskiej obcości i opresyjności caratu) miało pozwolić Polakom żyjącym w podległej formie na ograniczony narodowy rozwój. W istocie użycie w Konstytucji określenia „szczepy narodowe” i pozostawione tym bytom prawa dalekie były od doskonałości, a ich realizacja napotykała na rozmaite trudności.
Wg Szujskiego niepodległość Polski, która miałaby się ziścić w nieokreślonym czasie nie mogła być wynikiem czynu zbrojnego, a jedynie wynikiem przychylności zaborczych władz i zabiegów dyplomatycznych.
W czterotomowych dziejach Polski pojawia się typowy dla tego autora prowidencjalizm, który przedstawia historię, jako proces realizujący zamysły Boga, z którego wynikała dla stanu szlacheckiego konieczność uzyskania rozgrzeszenia i ekspiacji.
Podstawą odnowy oraz integracji narodu miały być chrześcijańskie wartości i powrót do pierwotnych, budujących cech wspólnych.
Wg Szujskiego możliwa była jednak egzystencja narodu pozbawionego własnego państwa, zaś rozmaici burzyciele i konspiratorzy niszczyli jedynie naturalny porządek rzeczy pod hasłem „liberum conspiro”, wynikającym ponoć wprost z odsądzanej od czci i wiary instytucji szlacheckiego państwa – liberum veto.
Za Pawłem Popielem Stańczycy powtarzali więc frazy o potrzebie zajmowania się sprawami organicznymi, własną rodziną, gminą etc.
Ugrupowanie przekształcone w 1907 roku w Stronnictwo Prawicy Narodowej (podobnie jak odpowiednie dla niego w zaborze rosyjskim Stronnictwo Polityki Realnej) nie odegrało żadnej roli w drodze Polaków ku niepodległości, stanowiąc polityczną emanację osobistej małości jego twórców.
Niewielu Polaków zna dzisiaj nazwiska głównych działaczy tej grupy, którymi obok Szujskiego byli Stanisław Tarnowski, Stanisław Koźmian, Walerian Kalinka i Michał Bobrzyński.
W Collegium Novum znajduje się jednak sala nazwana imieniem zmarłego w roku 1883 w wieku 48 lat Józefa Szujskiego, który pełnił funkcję rektora tej uczelni - ta sama w której Niemcy zrealizowali 6 listopada 1939 r. akcję podstępnego aresztowania profesorów UJ i AGH przybyłych na rzekome rozpoczęcie kolejnego roku akademickiego.
Mogąc liczyć na przychylność władz w ogólnie germanizowanym Uniwersytecie Jagiellońskim „poprawnie” myślący Józef Szujski został w 1869 roku pierwszym kierownikiem Katedry Historii Polskiej, a następnie dziekanem i dalej rektorem tejże uczelni.
Co znamienne działalność naukową „historyków” cechował typowy dla kolaborujących miernot strach przed prawdziwą polską cnotą i geniuszem. Najlepiej dał on o sobie znać w okresie, kiedy to Stefan Buszczyński nieskutecznie starał się o docenturę na krakowskiej uczelni. Niepowodzenie skłoniło go do emigracji, a do Krakowa wrócił pod koniec swojego życia.
Prawy szlachcic z Podola herbu Strzemię, skazany na śmierć i utratę majątku za udział w Powstaniu Styczniowym, autor licznych monumentalnych wręcz dzieł, takich choćby jak „Upadek Europy”, „Znaczenie dziejów Polski i walk o niepodległość”, „Rany Europy”, Ameryka i Europa” , „Słowiańska sprawa polski i prawa narodów”, ‘Rękopis XX w. po Chrystusie”, autor oryginalnego projektu bezpiecznej integracji europejskiej – Europy Ojczyzn był intensywnie zwalczany przez kolaboracyjne w istocie swych działań środowisko tzw. krakowskiej szkoły historycznej.
Imponujący dorobek naukowy i literacki zarządzającego kolejno Fundacją Raperswilską, Krakowskim Towarzystwem Naukowym oraz Akademia Umiejętności Stefana Buszczyńskiego nie liczył się w osobistej ocenie „poprawnie politycznego” środowiska.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że dobrze znający realia zaboru rosyjskiego Buszczyński włożył kiedyś całą swoją energię - pisząc, własnym sumptem wydając i rozpowszechniając broszurę „Cierpliwość czy rewolucja” (1862) w której starał się przekonać do zwłoki w proklamowaniu powstania, co nie przeszkodziło mu postawić na szali swojego życia i majątku w momencie tragedii spowodowanej przez innego „ugodowca” - psychopatycznego karierowicza Aleksandra Wielopolskiego.
Nieporównywalny w stosunku do Szujskiego udział Buszczyńskiego w Powstaniu Styczniowym doprowadził go do zgoła odmiennych wniosków. Przeciwny jakiejkolwiek ugodzie widział jedyną drogę ku niepodległości w budowaniu nowych struktur i bezwzględnej walce z zaborcą.
Powszechny wstręt oraz protesty, jakie w społeczeństwie polskim budziła działalność protegowanych przez Wiedeń Stańczyków odzwierciedla liczące kilka tomów dzieło Stefana Buszczyńskiego „Obrona spotwarzonego narodu”, w którym autor przeciwstawia się krzywdzącej ocenie naszych dziejów i uczciwie ukazuje historyczną wieloaspektowość rozkwitu, a następnie upadku dawnej Polski.
Pełna powagi ocena naszych dziejów obnaża moralną oraz intelektualna nędzę stańczykowskich prowokacji.
Zarówno Józef Szujski, jak Stefan Buszczyński zostali pochowani na Cmentarzu Rakowickim Krakowie.
Śmierć patrioty, która miała miejsce w roku 1892 stanowiła wielkie przeżycie dla niezliczonych tłumów uczestniczących w pogrzebowych uroczystościach. Polacy idący za trumną Buszczyńskiego w niekończącym się pochodzie dali wyraz swojego przywiązania do Polski oraz bezwzględnej woli wskrzeszenia własnego narodowego państwa.
Musiały jeszcze minąć niemal trzy dekady, by ziścił się sen o wolności, a historia wydała swój ostateczny wyrok.
Zwycięstwa duchowe często poprzedzają te polityczne, czy wręcz militarne.
Jest rzeczą pewną, że „wiara o idealność własnego narodowego pierwiastka”, o którym pisał później Józef Piłsudski oraz związane z nim heroiczne czyny okazały się realnym i przy tym niezwykle cennym polskim precjozum w chwilach kolejnych narodowych prób.
Kraków, 29 lipca 2010r.
Jan Szczepankiewicz
|
|
|
|