Skorumpowani, brudni, źli - czyli od SLD przez AWS do UPR ?
Jan Szczepankiewicz
W PRL-u tzw. prywaciarz wiedział , że system jest zły, ale na szczęście nie wydolny, więc go na razie toleruje. Ludzie musieli mieć deficytowy chleb, linoleum, mebel i wycieraczki do Fiata. No może i nie musieli, ale na to ludowa władza akurat im pozwalała. Jeżeli system był zły, a my przemykaliśmy ideologicznymi opłotkami, niczym nie dobite prehistoryczne drapieżniki, to każda jego niedoskonałość nam raczej służyła. Pozwalała przetrwać, zdobyć deficytowy materiał, wcisnąć związkowym (tak, tak!) opiniodawcom i nomenklaturowym decydentom, kit o rzekomo produkowanym antyimportowym , zaoszczędzającym "cenne dewizy" towarze. Wtedy np. odpadowa blacha nie szła na złom - do przetopu, lecz mogliśmy ją kupić, przetworzyć i w efekcie zarobić.
Nie zawsze tak było. Czasem pazerny kombinator trafiał na uczciwego komunistę lub po prostu na psa ogrodnika.
To samo dotyczyło koncesji, realizacji odszkodowań komunikacyjnych, zakupu ponad przydziałowego paliwa i wielu, wielu innych najprostszych zdawało by się procedur i transakcji. Sam dostałem z Cechu dwa razy po 10 litrów etyliny na miesiąc, a potem już tylko dwa razy po 5 l - i się skończyło. Zero. Kartka jak dla ciecia z Syrenką . A ludzi pracowało u mnie już sporo, kraj czekał na wyrób. Chwaliłem sobie wtedy przekupnych kierowników stacji CPN, nieuczciwych taksówkarzy, kombinatorów....
To dzięki nim jeździłem.
Na złomie( tak, tak !) też zdarzyło mi się być rano 11- tym, a wpuszczano tylko 10 osób - raz na miesiąc. Czekali od 4 rano. Tam była pełnowartościowa stal wywieziona z państwowych zakładów, gdzie indziej nie dostępna. Dyrektor tłumaczył, że wpuścić mnie nie może. Kategorycznie mu zabroniono. Po zmianie systemu nie byłem tam nigdy, a firma przerobu złomu - upadła.
Te przykłady można by mnożyć i mnożyć.
Gospodarka tańczyła taniec Św. Wita, pieniądz miał księżycowy parytet a państwo bratnią suwerenność. Pod czerwonym dywanem kotłowało się, ludzie opowiadali sobie o niebywałym złodziejstwie na górze i właściwie też sami patrzyli jak by coś "załatwić" albo "skombinować". Tak egzystował człowiek sowiecki, taki w polskim wydaniu. A w tym bagnie my, przedsiębiorcy.
Te warunki powodowały, że odbiór słowa korupcja musiał być inny. Inna też była reakcja na możliwość np. płatnej protekcji, ustawienia na przetargu sprawy.
Właściwie miło było spotkać życiowego faceta, który miast pieprzyć o imperialistach, wyzyskiwaczach i proletariacie, sam chciał coś skubnąć, dając zarobić też innym. Był słabym ogniwem ideologicznego łańcucha krępującego wolność, hamującego inicjatywę, ograniczającego własność.
Korupcja często była tym smarem, który umożliwiał toczenie się kół interesu, mimo piachu wrzucanego zewsząd przez tępą, komunistyczną biurokrację.
Podatki były abstrakcją. W ludzkiej świadomości funkcjonowały głównie jako obciążenie zakładów. Czasami można było gdzieś usłyszeć nieco zabawnego człowieczka z muszką, który o tych podatkach i o wolnym rynku, zacinając się. uparcie nawijał... W czasach kryzysu, reformy Wilczka, potem realizacji planu Balcerowicza, wreszcie żałosnych auto promocji Kuronia, mówił on wręcz nie na temat. Pozornie...
PRL rządził się swoimi prawami, pojęcia zmieniały znaczenie, lud w nic nie wierzył, a jednak dawał się manipulować i okłamywać.
Aż przyszła wolność. Skąd przyszła, to przyszła - ale nie tylko " już się wolno było śmiać", ale i zysk przestał być łączony z wyzyskiem, a prywatna własność z chwilowym przeoczeniem historii.
Nie warto opisywać tego, co działo się potem, bo o tym można przeczytać w każdej gazecie. Że nomenklatura się uwłaszczyła, że zabójczy kredyt zabijał inicjatywę, podobnie zresztą jak realizowany na siłę proces przystosowawczy do Unii. W końcu wyszło na jaw, że z okrągłym stołem, Wałęsą, okropną Komuną i uczciwa Solidarnością nie było do końca tak, jak w podawanych ludziom do wierzenia bajkach.
Złodziejstwo, korupcja, kłamstwo zawładnęły Państwem. Kolejne ekipy odsłaniały niecne uczynki poprzedników, gdy nie zdołali tego uczynić, będąc w opozycji, Gdy ta z kolei dochodziła do władzy produkowała kolejne sensacje.
Afery samorządowe związane z wpuszczeniem we władze nie uczciwych i nie wykształconych nieudaczników to tematy, które dziennikarze eksploatują latami, a podatnik czyta o nich z niedowierzaniem.
Prokuratury i Sądy przesłuchuję tabuny radnych, burmistrzów i prezydentów, Nikodemów D. wszelakiej maści, którzy zanim zaczęli swą polityczną czy samorządową karierę znani byli jako osiedlowe łaziki, utrzymywane co najwyżej przez swoje biedne, wpuszczone w kanał żony.
Demokracja dała im do rąk zarząd nad ogromnym majątkiem, władze nad niewyobrażalnymi pieniędzmi podatnika, możliwość decydowania o realizacji inwestycji, wyborze i doborze biznesowych partnerów.
Trwa dramat niekompetencji i nieuczciwości. Co najgorsze, żadna ideologia żaden program wyborczy nie gwarantuje uczciwości danej opcji politycznej. Opisywane w prasie historie, które znajdują swój finał w sądach dotyczą zarówno postkomunistów z SLD, ich oponentów z AWS jak i "ultra wolnorynkowych" i "super uczciwych" ludzi z malutkiej UPR.
Tylko dopuścić do władzy...
Nie znaczy to jednak, że wszyscy zajmujący się dotąd Polską, są nieuczciwi. Ale ta klasa wymaga dużych zmian.
Zbyt wysokie podatki, z których dochód trafia w końcu do rąk skorumpowanego urzędnika, samorządowca, a także wszechobecna w życiu gospodarczym polityka rodzą afery zarówno w gminie jak i na najwyższym szczeblu władzy. Luksusy włodarzy ZUS-u, będącego synonimem ludzkiej nędzy z jednej strony, a dewiacje procesu legislacyjnego z drugiej - stanowią rzeczywistość dnia dzisiejszego. A są to tylko przykłady działalności zepsutego Państwa, które obecnie nie spełnia należycie nawet podstawowych swych funkcji, nie mówiąc już o zapisanych w Konstytucji obietnicach fantastyczno- socjalnych.
Czego zatem oczekuje dziś uczciwy polski przedsiębiorca? Na ile dotyczy go i interesuje korupcyjny serial między unijnego 15 - lecia? Jak ewoluowało znaczenie pojęć i ocena zdarzeń związanych z korupcja na przestrzeni okresu transformacji?
Odpowiedz jest prosta. Państwo powinno rzetelnie realizować tylko te funkcje, które są mu właściwe, a nam przydatne. Przy niskich podatkach i kosztach pracy wpływy z podatków, a następnie wydatki powinny podlegać w znacznie większym, niż dotąd stopniu, kontroli tych którzy tę wartość wytworzyli, którzy w stopniu nadzwyczajnym jako organizatorzy społecznej produkcji do powstania tych kwot się przyczynili. A politycy niech nie udają fachowców od wszystkiego i nie usiłują nam pomagać.
Proste, stabilne prawo gwarantujące wolność gospodarowania i konkurencyjność krajowych podmiotów, sprawne i przyjazne Państwo zapewniające bezpieczeństwo wszystkich obywateli oraz ograniczona do niezbędnego minimum liczba urzędników oraz ludowych, niezbyt przecież kompetentnych przedstawicieli to wszystko, co interesuje dzisiejszych ludzi biznesu w Polsce.
W warunkach gospodarki kapitalistycznej nie trzeba już "kombinować", wystarczy uczciwie prowadzić interes. Pod warunkiem, że ograniczymy destrukcję demokracji, zabójczy fiskalizm i zredukujemy biurokrację. Zracjonalizujemy tym samym założenia systemu i uzdrowimy Państwo. Musimy uzyskać większy wpływ na podejmowane w tym Państwie decyzje, uzyskać kontrole nad pieniędzmi z naszych podatków.