Ekologiczny i socjalny cel spółki?
Marcin Masny
Teoretycy i stratedzy społeczeństwa postmodernistycznego czy też postindustrialnego nie zajmują się sprawami tak szczegółowymi jak prawo spółek. Ale idee mają konsekwencje... Konsekwencje ich idei pojawiają się na polu prawa korporacyjnego, gdy najpierw kodeksy dobrych praktyk, a następnie być może przepisy prawa stanowionego wprowadzają cele niegospodarcze w samo serce konstytutywnych celów spółki. Kierunek transformacji odpowiedzialności zarządców za realizację tych celów spółki prowadzi tu przez responsibility lub social responsibility (odpowiedzialność społeczną) do liability (zobowiązania).
Do tak radykalnej zmiany dążą tzw. stakeholder reformists, czyli w praktyce sieć wpływowych organizacji pozarządowych propagujących ideologię ekologiczną i socjalną. Stakeholder jest kluczowym pojęciem planowanej w tych środowiskach rewolucji w prawie spółek. Słowo to oznacza każdego, kto jest dotknięty efektami działalności spółki. Otwarty katalog stakeholderów może więc teoretycznie objąć niezwykle szeroki krąg osób. Pojęcie stakeholdingu spopularyzował makler i publicysta Will Hutton. Problemem stakeholderów zajął się w Polsce Andrzej Szumański w związku z nowym kodeksem spółek handlowych. Autor skonstruował zamknięty katalog stakeholderów (spółka, wspólnik, wierzyciel) wyłączając z niego menedżerów, pracowników i inne osoby ściśle powiązane ze spółką, lecz nie będące jej wspólnikami, np. banki i kooperantów. Polski kodeks spółek handlowych zatem nie chroni ich interesu. Tendencje światowe są jednak inne.
Spółka jest formą czy też bytem, który ewoluuje. Były już rewolucje w praktyce i prawie spółek, jak choćby oddzielenie własności od kontroli, gdy wielkie inwestycje w XIX wieku zrodziły klasę pasywnych akcjonariuszy. Obecnie nasila się presja na kolejną rewolucję. Rosnące zarobki menedżerów (głównie w Europie) i głośne afery (choćby Enrona czy Parmalatu) są głównym powodem delegitymizacji biznesu w świecie zachodnim. Coraz częściej powraca pytanie o istotę prawa spółek, zwłaszcza że często działalność gospodarcza przybiera formę spółki za sprawą wymogu prawnego, a więc dobrowolność więzi (nexus) umowy spółki jest coraz bardziej kwestionowana. Z drugiej strony depersonalizacja spółek rodzi potrzebę odnajdywania działających poprzez spółkę ludzi. W Ameryce istnieje odrębna procedura sądowa przebijania się przez skorupę spółki do samej istoty działania wspólników – osób fizycznych. Tak więc forma ludzkiego działania, jaką jest spółka w obecnej postaci, jest z różnych stron kwestionowana.
Odpowiedzialność biznesu
Podmiot prowadzący biznes nie jest izolowanym bytem funkcjonującym poza społeczeństwem. Odpowiedzialność społeczna biznesu ma głębokie korzenie. Przez tysiąclecia była sankcjonowana bardziej przez obyczaj i prawo zwyczajowe niż przez suwerena, który tym normom też się podporządkowywał. Najwcześniejszym pomnikiem tej odpowiedzialności jest Prawo Mojżeszowe, które w sposób bardzo ścisły i szczegółowy nakazuje troskę bogatych o ubogich. Odpowiedzialność ta w praktycznym życiu społecznym obecna jest więc od jego prapoczątków. Dla religijnego człowieka interesu, o ile zgromadził bogactwo, miłosierdzie jest moralnym zobowiązaniem sankcjonowanym przez religijne otoczenie. Fuggerowie w Augsburgu w XV wieku odpisywali w księgach część zysku na “kapitał Pana Boga” czyli na potrzeby biednych. Z tego nurtu wywodzą się dobroczynne fundacje. Dotąd jest to zjawisko czysto religijne lub motywowane niekwestionowanymi normami społecznymi (Daleki Wschód). Ale we wzrostowej fazie ery przemysłowej, w XIX wieku, pojawiają się zmodyfikowane idee “kontraktu” między firmą a społeczeństwem. Spopularyzowana dziś Społeczna Odpowiedzialność Przedsiębiorstw (Corporate Social Responsibility, CSR) jest efektem rozwoju spółek i przeniesienia odpowiedzialności zosób fizycznych na spółki. Oznacza to depersonalizację moralnej odpowiedzialności bogatych za los biednych. Depersonalizacja dotyka też beneficjentów. Coraz częściej – pod wpływem idei XIX i XX wieku – nie chodzi już o konkretne osoby, tylko o otoczenie społeczne i środowisko naturalne. Odpowiedzialność bogatych za biednych zlała się z odpowiedzialnością za dobro wspólne zwłaszcza w postaci korporacji publicznych.
Prawo stanowione w jakimś stopniu od zawsze regulowało relację dobra jednostkowego (zwłaszcza prawa własności) i dobra wspólnego, chociaż rozmaicie rozumianego. Pozostałością wspólnej własności dóbr niezbędnych do życia (“dóbr socjalnych”) są służebności. Współczesne koncepcje tych dóbr (social goods) mają głębokie korzenie. Zawsze obejmowały przede wszystkim żywność, wodę i opał (w naszym klimacie). Jak zobaczymy, ich współczesny rozwój w praktyce politycznej i doktrynach przybrał poważne rozmiary, co budzi sprzeciw coraz głośniejszych obrońców absolutnego charakteru prawa własności.
Cywilizacja przemysłowa i postrindustrialna nie obaliła konceptu odpowiedzialnego biznesu. U schyłku XX wieku rewolucja mentalnościowa umownie kojarzona z rokiem 1968 przyniosła nowe znaczenie kluczowych pojęć. Głęboko u korzeni tych zmian tkwi pozornie mało określone hasło zrównoważonego (trwałego) rozwoju (sustainable development). W istocie jest to utopijne marzenie o bezpieczeństwie, o nieustannym wzroście i rozwoju pozbawionym ryzyk, o zwycięstwie nad cyklami koniunktury w życiu gospodarczym, społecznym i osobistym ludzi. Zrównoważony wzrost jest dynamiczną odmianą statycznego raju na ziemi – marzenia wszystkich utopistów.
Tak więc głównym, chociaż niekoniecznie świadomym ojcem nowej odpowiedzialności organizacji gospodarczych stał się filozof Hans Jonas, który dostarczył instrumentów do skonstruowania konceptu sustainable development, zaproponował całkiem nowe rozumienie odpowiedzialności jako “oswojonego lęku” i spopularyzował przekonanie o odpowiedzialności ludzi żyjących za przyszłe pokolenia. Autorytetem dla reformatorów odpowiedzialności organizacji gospodarczych jest też wielki filozof żydowski Emmanuel Lévinas, którego często cytują:
Imperatyw etyczny: «Jestem odpowiedzialny za innych» nie pochodzi od zinterioryzowanego autorytetu moralnego. Jest samą w sobie obecnością innego, jego bliskością, konstruującą moją odpowiedzialność.
Ojcami odnowionej odpowiedzialności wśród socjologów i politologów mieliby być James S. Coleman, twórca pojęcia “kapitał społeczny”, następnie popularyzator jego wizji, politolog Francis Fukuyama, i wreszcie guru zarządzania Peter Drucker, który wprost odniósł te pojęcia do sytuacji i zadań spółek. Drucker streścił ideę dobrowolnej odpowiedzialności biznesu za szkody w dziedzinach niebiznesowych:
Organizacje mogą szkodzić sobie i społeczeństwu, jeśli podejmują się zadań, które leżą poza ich wyspecjalizowanymi kompetencjami, wartościami [...] Próżne jest dowodzenie [...] Miltona Friedmana, że biznes odpowiada jedynie za ekonomię swojego działania. Ekonomia działania jest pierwszą odpowiedzialnością biznesu. Biznes nie przynoszący zysku [...] jest społecznie nieodpowiedzialny. Marnuje zasoby społeczne. [...] Ale ekonomia nie jest jedynym składnikiem odpowiedzialności biznesu. [...] Żądanie społecznej odpowiedzialności od organizacji pozostaje stale aktualne. [...] Jednak dużym błędem ze strony organizacji byłoby zaakceptowanie odpowiedzialności poważnie naruszającej zdolność wykonywania podstawowych zadań i pełnionej misji, nie wspominając już o praktycznej realizacji takiej odpowiedzialności.
Opinia Druckera jest bardzo rozpowszechniona wśród biznesu, w środowisku prawniczym i politycznym. CSR rozumie się zazwyczaj jako zobowiązania przyjęte na zasadzie dobrowolności. Jak dalece te zobowiązania będą wykonywane, zależy od skuteczności działań “społeczeństwa obywatelskiego”. Dziś więc CSR w postaci łagodnej (czyli tzw. dobrowolnej, niesankcjonowanej przez prawo stanowione) jest swoistą obroną świata gospodarki przed próbami obciążenia go przez państwa kolejnymi zadaniami i celami
non-profit. Ponieważ reformatorzy prawa spółek domagają się rewolucji w prawie, ustawodawcy starają się realizować pewne elementy ich żądań. W praktyce nowe rozwiązania prawne idą ku coraz mocniejszemu zobowiązywaniu zarządców do informowania udziałowców o sytuacji spółki, w tym o ryzykach. Taki jest sens amerykańskiej ustawy o odpowiedzialności spółek (
Sarbanes-Oxley Act) uchwalonej po aferze Enrona. Taki jest kierunek zmian w ustawodawstwie europejskim. Pozostajemy więc przy tradycyjnym, gospodarczym celu spółki. Operując wszakże na obszarze obowiązków informacyjnych (
disclosure) w stosunku do
stakeholderów, napotykamy wieloznaczności i zasadnicze rozbieżności. Jaki zakres informacji spółka może i powinna upubliczniać? Innymi słowy, jakie informacje są “istotne” (
material, significant)? Kto ma decydować, jaka pozycja sprawozdania jest
material dla danego
stakeholdera lub dla całego otoczenia spółki? Sam sprawozdawca, czy też organ rządowy, czy może audytor (ewentualnie choć niekoniecznie licencjonowany przez państwo)? Czy informacja w określonym zakresie ma trafić tylko do tych, których wymienia ustawa, czy także do tych, którzy mają (lub ściślej: potrafią przekonać spółkę lub – w razie sporu – sąd, że mają) interes prawny, czy wreszcie do wszystkich, którzy mogliby sobie tego życzyć? Nawet, jeśli zakres informacji nie jest zanadto obszerny, powstaje problem zbilansowania korzyści i kosztów takiej akcji informacyjnej poprzedzonej równie kosztownymi badaniami (audytem). Powstaje też kolejne pytanie, jaki jest pożytek z informacji, której nie można zweryfikować, choćby tylko z racji znacznej objętości?
Na razie nawet w Wielkiej Brytanii, gdzie presja reformatorów jest najsilniejsza, dominuje tradycyjna wizja prawa spółek. Rząd brytyjski w pracach nad kolejną największą od 150 lat reformą prawa spółek nie planuje wprowadzenia postanowień Combined Code do ustawodawstwa, ale za to zamierza wymóc wzbogacenie sprawozdań informacjami o aktywach niematerialnych (intangible) spółki – wiedzy i kwalifikacjach pracowników, relacjach biznesowych i reputacji. Ponadto danym historycznym (zasadniczo z roku sprawozdawczego) powinny towarzyszyć informacje o planach, strategiach, ryzykach. Zarządzający powinni też opisowo przedstawić sytuację spółki odnośnie punktów istotnych dla reformatorów (czyli sfery eko-socjalnej). Jedyną sankcją za niedopełnienie tych obowiązków miałyby być “porównania i pytania ze strony udziałowców i innych”. W ostateczności jednak zarządcy spółki musieliby bronić “adekwatności” swego sprawozdania przed sądami.
Rozwój CSR w Unii Europejskiej
Głównym obszarem wdrażania CSR sa państwa europejskie i Unia Europejska. Rozwój refleksji nad ewolucją roli przedsiębiorstwa w społeczeństwie ma swój początek w roku 1995, kiedy grupa firm na zaproszenie Jacquesa Delorsa (ówczesnego Przewodniczącego Komisji Europejskiej) podpisała “Manifest przedsiębiorstw przeciw wykluczeniu społecznemu”. Koncepcja “solidarności” jest tam prezentowana jako jedna z kluczowych wartości “społecznego obywatelstwa przedsiębiorstwa”, obok walki przeciwko wykluczeniu społecznemu oraz obok poszanowania praw człowieka i pracownika w różnych kontekstach organizacyjnych. Epoka Delorsa zdaniem unijnych prawników była przełomowa dla rozumienia sensu i celu prawa unijnego, a Traktat z Maastricht uważa się za rewolucję w pojmowaniu Unii. Także w sprawie odpowiedzialności spółek Unia zanotowała w tym okresie nową dynamikę. W 2001 roku w Zielonej Księdze Komisja Europejska zadała wszystkim zainteresowanym pytania o sposoby promocji CSR. Pytania dotyczyły ewentualnego zaproszenia firm do publikacji sprawozdań triple bottom line. W wizji reformatorów nowe trojakie kryterium oceny wyników spółki (triple bottom line) – to wynik ekonomiczny, wpływ na środowisko i kapitał społeczny. Dwie nowe kategorie wyników, zaczerpnięte z ideologii radykalnych reformatorów biznesu, mają być mierzone przy pomocy specjalnych audytów. Komisja wystrzegała się wszakże nawet sugestii, że pozaekonomiczne cele spółki miałyby być sankcjonowane przepisami prawa. Zgodnie z Agendą Lizbońską (marzec 2000) Unia ma być bowiem spójna społecznie (cohesive), ale i konkurencyjna, co uzasadnia opór przed prosocjalnymi reformami. Komisja pytała jednak o najlepsze sposoby rozwijania dialogu spółek ze stakeholderami i zapewnienia skuteczności kodeksów dobrych praktyk, audytów społecznych, inwestowania odpowiedzialnego społecznie itd.. Po debacie i w następstwie uchwał Rady Komisja opublikowała plan dalszych działań uwzględniający zmiany w prawie unijnym, ale w dużej mierze na poziomie rekomendacji. Chodzi o zaostrzenie obowiązków informacyjnych, zwiększenie odpowiedzialności zarządów przed udziałowcami, rozszerzenie uprawnień udziałowców. Ukłonem w stronę stakeholder reformists wydaje się krótkoterminowy plan ustawowego potwierdzenia solidarnej odpowiedzialności członków zarządu za kluczowe sprawozdania niefinansowe. Podobnie może się mieć sprawa z planem rozszerzenia obowiązków informacyjnych dla grup spółek. Obowiązki te mają dotyczyć informacji finansowych i niefinansowych o strukturze i relacjach w grupie. W ogóle natomiast nie są planowane żadne zmiany w inspirowanych powojennym prawem niemieckim przepisach o pracowniczym współdecydowaniu (Mitbestimmung). Jest to zaś obszar o dużym znaczeniu dla stakeholder reformists, którzy pracowników uważają za ważną kategorię stakeholders. W roku 2003 Rada uchwaliła też, iż strategia CSR ma uznawać dobrowolną naturę tej odpowiedzialności. Sytuacja jest jednak dynamiczna, a CSR włączono na równi z rozszerzeniem Unii do pięciu priorytetów włoskiej prezydencji (lipiec-grudzień 2003). Unia powstrzymuje się przed nadaniem CSR sankcji prawnych, ale presja w tym kierunku nasila się. Wydaje się, że Unia Europejska może stać się poligonem doświadczalnym nowej wizji prawa spółek.
Na poziomie globalnym Międzynarodowa Organizacja Norm (ISO) zastanawia się nad włączeniem CSR do swego systemu. Chodzi zwłaszcza o normy serii ISO 14000, czyli ekologiczne. Grupa doradcza ISO zdefiniowała wstępnie CSR jako “zrównoważone podejście pozwalające organizacjom podejmować kwestie gospodarcze, społeczne i ekologiczne dla dobra osób, społeczności i społeczeństwa”.
Pytanie o sens spółki
Można określić company law jako sferę prawa własności wyspecjalizowaną w przepisach legitymujących cel władzy korporacyjnej. Rzecz jasna granice prawa spółek nie są ostre. W znaczeniu anglosaskim wszystkie przepisy i orzeczenia dotykające stosunków wewnętrznych i zewnętrznych spółki mogą być zaliczone do company law, czy szerzej corporate law, którego zresztą nikt nie stara się zbyt ściśle definiować. Jeśli zatem od strony praktycznej do prawa spółek zaliczymy normy ekologiczne, to przepisy karne o zanieczyszczaniu środowiska już istnieją i są dotkliwsze dla biznesu niż prawny nakaz publikowania sprawozdań ekologicznych. Przepisy prawa pracy z kolei już dostatecznie wiążą pracodawcę (zresztą umowa i statut spółki są źródłami prawa pracy, co pokazuje, jak płynne są granice). Skoro więc granica prawa spółek nie jest ostra, czy warto wieść spór o miejsce przepisów ograniczających biznes w jego działaniu? Owszem, warto. Jest to bowiem spór o cel spółki. Przeniesienie do aktów prawa spółek zobowiązań spółki wobec szeroko rozumianego otoczenia oznacza zmianę definicji celu spółki. Czy celem spółki jest biznes? Czy the business of business is business? Czy cel spółki m o ż e być niegospodarczy, jak w polskiej spółce akcyjnej, czy raczej cel spółki m u s i być hybrydą celu gospodarczego i niegospodarczego, jak w wizji reformatorów? Jest to pytanie, jak długo zachowa aktualność prosta definicja:
Spółka ma postać stosunku umownego, który kształtuje szczególny rodzaj współdziałania podmiotów, będących jego stronami. Współdziałanie to polega na wspólnym dążeniu do osiągnięcia oznaczonego celu, w tym zwłaszcza o charakterze gospodarczym.
Delegitymizacja biznesu i redefinicja sensu spółki
Po upadku realnego socjalizmu i katastrofie ideologii marksistowskiej popularność zyskały najrozmaitsze koncepcje “trzeciej drogi”, często wyrastające z wrażliwości, którą dotąd określano jako lewicową. Ten nowy nurt określa się chętnie jako “komunitarystyczny”. Podkreśla ona zwykle ludzką godność i wartość więzi międzyludzkiej przeciwstawianej egoizmowi i filozofii indywidualizmu cechującej neoliberalizm końca XX wieku. Różne warianty komunitaryzmu zwracają uwagę na społeczne uwarunkowanie własności, które przekłada się na ograniczenia prawne lub jedynie na społeczną sankcję. Reformatorzy spółki chcą prawnych lub tylko społecznych sankcji za niski poziom kapitału społecznego w danej spółce. Społeczne sankcje – to np. kampanie w mediach, demonstracje i inne formy legalnego, ale uciążliwego niezadowolenia.
Kapitał społeczny spółki ma wynikać z jej stosunku do wspomnianych wcześniej “dóbr społecznych”. Nowa teoria “dóbr społecznych” w społeczeństwie dobrobytu obejmuje bardzo szeroki zakres dóbr, które powinny być dostępne dla wszystkich chętnych (np. kontrowersyjne kosztowne zabiegi paramedyczne). Kłopot teoretyków prawa tkwi w okoliczności, że prawie powszechnie zalicza się do nich czyste środowisko, spójność społeczną i równość, a więc dobra zupełnie heterogeniczne. Możność korzystania z czystego powietrza i wody jest kontynuacją pradawnej tradycji “dóbr społecznych” czy też nowoczesnym serwitutem. Spójność (a więc zaprzeczenie wykluczenia) i równość są natomiast modalnościami dostępu do bardziej konkretnych dóbr, których się z reguły nie wymienia. Tak zatem równy i pozbawiony wykluczeń ma być dostęp do pewnych dóbr, których katalog może być bardzo szeroki. Spółka zostanie obdarzona kapitałem społecznym, o ile nie utrudni, a nawet o ile umożliwi stakeholderom dostęp do “dóbr społecznych”.
Drugie uzasadnienie radykalnej reformy tkwi w koncepcji corporate citizenship. Jeżeli spółki są w praktyce obywatelami społeczeństwa (państwa), to muszą mieć obywatelskie powinności.
Pierwsza powojenna praktyczna wizja zreformowanej spółki – to “samorządna demokracja” lub “radykalna demokracja przemysłowa”, co zbliża ją do przedwojennych modeli anarchosyndykalnych i socjalistycznych. Rzecznikiem zrównania uprawnień udziałowców i pracowników na obszarze anglosaskim był zaraz po wojnie radykał George Goyder wywodzący się z nurtu odnowy protestanckiej. Do dziś Goyder jest punktem odniesienia dla zwolenników i przeciwników redefinicji sensu spółki. Już w latach 70-tych George Goyder nie tylko upominał się dla pracowników o prawa tożsame z prawami udziałowców; nie tylko chciał ograniczyć dywidendy, a z udziałowców uczynić kredytodawców biznesu, ale też zaprojektował generalną klauzulę przedmiotową w prawie spółek obejmującą liczne odpowiedzialności. Tę ideę rozwijał przez dziesięciolecia. W gruncie rzeczy takie zmiany przynajmniej częściowo można uzasadnić dalszą ewolucją spółki w kierunku zapoczątkowanym w XIX wieku. W jego ojczyźnie jednak nie tylko konserwatyści, ale i rządzący na zmianę z nimi związkowcy z Partii Pracy wcale nie byli skłonni dokonywać rewolucji korporacyjnej.
Reformatorzy tymczasem rośli w liczbę i siłę
Spółka XXI wieku będzie musiała zaakceptować rosnący wachlarz zobowiązań (obligations) publicznych i społecznych jako cenę za zawiązanie spółki
– brzmi werdykt tej grupy. Traktuje ona prawo spółek, czy samą formę ludzkiego współdziałania, jaką jest spółka, jako obiekt ewolucji. Spółka ma się
rozwijać w odpowiedzi na czynniki społeczne i imperatywy polityczne. (...) Jeśli instytucje biznesowe nie odpowiadają potrzebom społeczeństwa, zostaną zapewne zakwestionowane. Przywództwo w procesie transformacji spółki może należeć bardziej do społeczeństwa niż do biznesu
– uważa Richard C. Warren. Ma się to mieścić w ogólnej tendencji kapitalizmu do coraz obfitszych i ściślejszych regulacji (por. teorie Anthony Giddensa). Jest tu obecny także znany skądinąd argument, iż prawo spółek powstało przed rozwojem demokracji i wymaga w związku z tym nowego sformułowania w warunkach demokracji. Jak jednak wiadomo, istnieje również dokładnie odwrotna wizja rozwoju kapitalizmu.
Warren streszcza pogląd reformatorów spółki podkreślając, że istnieje swego rodzaju kontrakt między spółką a społeczeństwem i dlatego ich relacje muszą się opierać na zaufaniu, czyli wspomnianym wyżej kapitale społecznym. Teoria kontraktu między spółką a jej otoczeniem jest bardzo popularna, chociaż nader mało sformalizowana. Jej osią jest pojęcie stakeholder, a niektórzy stakeholderzy w tym obrazie rzeczy awansują do roli “udziałowców zastępczych”. Są to przede wszystkim dostarczyciele kapitału, czyli inwestorzy indywidualni działający za pośrednictwem inwestorów instytucjonalnych. Sama zaś spółka w tej teorii traktowana jest jako corporate citizen, czyli obywatel korporacyjny. Można więc wnosić, że stakeholderzy spółki powinni być traktowani wraz z nią jako współobywatele społeczeństwa.
Ideolodzy reformy uważają, że wiele społecznego zła wynika wprost z prawa spółek, ponieważ przeszkadza ono zarządcom i samym spółkom zachowywać się społecznie odpowiedzialnie. Spółki zachowują się jak chciwe stworzenia, ponieważ – zdaniem reformatorów – taka jest ich prawna konstrukcja. Jeden z reformatorów, Amerykanin Robert C. Hinkley, wczesniej długoletni doradca prawny spółek, przyczynę zła widzi w fakcie, że ustawodawstwa wskazują jednoznacznie cel spółki, którym jest interes spółki i/lub jej udziałowców. Żadne ustawodawstwo – zdaniem reformatorów, nieświadomych idei prawnych socjalizmu – nie wyznaczało spółce za cel dobra wspólnego, interesu publicznego czy społecznego, albo np. praw człowieka. W efekcie więc zarządcy spółek realizują sprzeczne cele jako zarządcy i jako zwykli obywatele. Posłuszeństwo prawu bowiem zawsze oznacza dla spółki koszt, a więc zarządcy muszą ten koszt minimalizować. Jak na razie, jak widzimy, za spełnienie oczekiwań reformatorów można byłoby uznać istniejące przepisy ograniczające spółkom swobodę szkodzenia otoczeniu. Hinkley argumentuje jednak, że takie ograniczenia są tylko reaktywne, a potrzebne jest podejście proaktywne. Stąd najważniejszy postulat reformy, a mianowicie objęcie menedżerów osobistą odpowiedzialnością za szkody wyrządzone interesowi publicznemu, dobrom społecznym, czy też interesom stakeholderów. Ma to być równie skuteczne, jak obarczenie ich odpowiedzialnością osobistą np. za prawdziwość danych w prospekcie emisyjnym. I równie niesprzeczne z ich powinnością zarabiania pieniędzy dla udziałowców. Tak powstaje hybryda celu gospodarczego i celu niegospodarczego.
Istota współobywatelstwa spółki i stakeholderów ma się sprowadzać, by znów zacytować Warrena, do “włączenia interesów innych stakeholderów oraz ich reprezentacji w bardziej kolegialny typ organizacji”. Nazywa się to stakeholder governance.Zwolennicy stakeholdership sprzeciwiają się tendencji do wzmocnienia nadzoru wykonywanego w spółce przez samych udziałowców, co skądinąd jest realnym problemem w wielkich spółkach akcyjnych. Tak więc cytowany Warren, wtórując swym sojusznikom, orzeka, iż “autorytarne, hierarchiczne struktury i ekstremalny podział pracy nie są już moralnie dopuszczalne”, a wspomniane włączenie interesów “współobywateli” do zarządzania spółką ma być moralną legitymacją organizacji.
Inna wizja płynąca z reformistycznej diagnozy – to zastąpienie spółek sieciami (networks), czy też nadbudowanie nad nimi sieci, które połączą firmy więzami zaufania. Tymczasem problemem nie do rozwiązania wydaje się zarządzanie sieciami we wspólnym interesie wszystkich uczestników. Łatwiejsza wydaje się przebudowa wybranych spółek w sieci współpracujących jednostek, co zresztą dzieje się na coraz większą skalę, choćby poprzez outsourcing. Może to prowadzić do zatrzymania w spółce wyłącznie podstawowych funkcji prawno-organizacyjnych, nawet z pominięciem części odpowiedzialności. Prawo oczywiście może taką ewolucję spółek ułatwiać albo utrudniać.
Corporate Responsibility Bill – rozszerzenie odpowiedzialności zarządzających
Podstawowe cele reformatorów skupiły się jednak w konkretnej, brytyjskiej inicjatywie ustawodawczej znanej dotąd jako Corporate Responsibility Bill. Nazwa jest nieco myląca, ponieważ podobnie zatytułowano ustawy o dobrowolnej odpowiedzialności w innych państwach anglojęzycznych. Od kilku lat trwają próby wprowadzenia tej ustawy. W styczniu 2004 roku udało się wprowadzić ten prywatny, lecz popierany w różnych stadiach w sumie przez setki członków parlamentu, projekt pod obrady. Władze Izby Gmin przemianowały projekt na Performance of Companies and Government Departments (Reporting) Bill. Projekt wprowadza wymóg mierzenia i raportowania znaczących (significant) oddziaływań wpływu spółki na środowisko i społeczności, w których spółka działa. Raportowaniu podlegać mają podatki płacone w kraju i zagranicą, zwolnienia podatkowe, dotacje, inne korzyści uzyskane od rządów lub agencji rzadowych, wszelkie bezpośrednie i pośrednie darowizny na rzecz partii. Spółka winna przedsięwziąć racjonalne kroki, aby udostępnić raport swoim stakeholderom i każdej osobie zainteresowanej. Projekt zawiera definicję stakeholdera. Jest to każda osoba, która może być dotknięta jakimikolwiek działaniami, do których odnosi się sprawozdanie spółki, a zwłaszcza udziałowcy i inwestorzy, pracownicy, społeczności, osoby fizyczne. Spółka ma obowiązek konsultacji ze stakeholderami i odpowiedzi na wszystkie ich opinie.
Centralnym konceptem projektu jest wymóg, aby dyrektorzy (zarządcy) byli zobowiązani do staranności w trosce o środowisko i społeczeństwo, a nie tylko odpowiedzialni wobec udziałowców za wyniki; zarządcy mają przy podejmowaniu rozstrzygnięć brać pod uwagę ekologiczne, społeczne i ekonomiczne skutki swych działań i wszelkich proponowanych działań oraz interesy wszystkich stakeholderów. Nie jest jasne, czy chodzi również o konkurentów, co – zdaniem krytyków –sprowadziłoby projekt do absurdu. Dyrektorzy są odpowiedzialni (liable) za wszelkie znaczące skutki swoich działań antyekologicznych lub antyspołecznych (adverse environmental or social) wynikające z niedbalstwa i umyślnego czynu niedozwolonego (misconduct). Wykładnia nieostrych pojęć miałaby należeć do ciała zwanego Corporate Responsibility Board z udziałem stakeholderów. W praktyce byliby to przedstawiciele organizacji ekologicznych.
Globalne znaczenie miałoby umożliwienie ludziom poszkodowanym przez brytyjskie spółki zagranicą lub ich spółki zależne do odwoływania się do sądów brytyjskich.
Reakcja liberalna
Nurt eko-socjalny, szczególnie silny (także w mentalności ustawodawców w różnych państwach) po 1968 roku, znalazł radykalnych przeciwników w neoliberaliźmie. Godzi się przytoczyć cytowaną uprzednio opinię Miltona Friedmana, że społeczna odpowiedzialność biznesu polega na maksymalizacji jego zysków w ramach reguł gry, a fundamentalnym niezrozumieniem charakteru i natury wolnej gospodarki jest sugestia, iż cokolwiek innego jest odpowiedzialne społecznie. Friedman nazwał CSR doktryną wywrotową i czystym socjalizmem. Kontynuatorzy tej myśli (np. Frank Easterbrook, Daniel Fischel, A. Alchian, H. Demsetz), opatrzeni etykietą ruchu law-and-economics, wyznają kontraktową, a nie własnościową koncepcję spółki. Okazuje się, że opinia w sprawie społecznej dopowiedzialności zależy od opcji, czy spółka ma naturę umowną czy własnościową. Debata między contractarian view i regulatory view ma zasadnicze znaczenie dla definicji celu spółki. Jeśli bowiem “kontraktarianie” czy kontraktualiści mają rację, to shareholder value uznać można za jedyny cel spółki. Ale wbrew tej wizji można podnieść, że wielka spółka akcyjna nie da się wytłumaczyć na gruncie kontraktualizmu. Więź umowna (nexus-of-contract) nie działa, a przynajmniej jest bardzo abstrakcyjna – jak się rzekło – od czasu pierwszych wielkich spółek akcyjnych w XIX wieku.
Liberalny, “kontraktariański”, pogląd na wprowadzanie nowych celów do prawa spółek dobrze odzwierciedla opinia:
Narody, które realizują mieszane cele w prawie korporacyjnym nie mogą skutecznie konkurować (chyba że w wyścigu na dno) z państwami, których prawa są skupione na udziałowcach.
Oznacza to, że jeżeli jakieś ustawodawstwo rozszerzy cele spółki, to pod rządami tego ustawodawstwa powstanie mniej spółek. Idea wewnętrznej konkurencji systemów prawnych jest jednak na razie w Europie w defensywie.
Polska: potrzebna dyskusja
W Polsce po upadku komunizmu zabrakło debaty o podstawach prawa spółek. Odmienne stanowiska ścierały się tylko w ostatnich latach XX wieku, gdy powstawał nowy kodeks, a i wtedy dyskusja dotyczyła głównie zakresu nowych regulacji. W Polsce nigdy nie odbyła się debata nad tym, czy ochrona środowiska i relacje zewnętrzne (wobec szeroko rozumianych stakeholderów) mają być przedmiotem prawa spółek. Obrońcy tradycyjnego pojmowania spółki mogliby się cieszyć z tego, ale należy mieć świadomość, że brak debaty nie uchroni Polski przed ekspansją idei, która już ma miejsce na obszarze europejskim. Nie należy więc lekceważyć głosu teoretyków z pogranicza prawa, socjologii, filozofii, zwłaszcza zaś tych, którzy odwołują się do moralności. Trzeba bowiem pamiętać, że postulaty moralne czy etyczne w wykonaniu niektórych głosicieli stają się z reguły postulatami de lege ferenda. Dotyczy to zwłaszcza etyki biznesu. Nasza obawa przed refleksją może spowodować niedostatecznie przemyślaną recepcję rozwiązań będących na razie przedmiotem eksperymentów.
Należy podkreślać, że obie wymienione sfery, które mozna ująć umownie jako “paradygmat ekosocjalny”, są już obecne w ustawodawstwie poza obrębem klasycznego prawa spółek. Co więcej, można w tych przepisach odnaleźć ochronę uprawnień stakeholderów avant le mot. Nawet tak kontrowersyjna kategoria stakeholderów jak konkurenci na tym samym rynku produktowym znajduje ochronę w prawie antymonopolowym. Nie trzeba wymieniać kodeksów i ustaw, które nakładają na spółki liczne obowiązki wobec pracowników, uczestników obrotu gospodarczego, środowiska naturalnego, konsumenta itd. Praktyczny efekt niektórych przepisów spoza KSH jest lepszy, niż gdyby były one zawarte w KSH. W największym stopniu dotyczy to obowiązków zarządów przepisanych w prawie o publicznym obrocie papierami wartościowymi czy w ustawie o rachunkowości.
[1]Will Hutton, The State We’re In, Jonathan Cape, London 1995
[2]Andrzej Szumański, Nowe polskie prawo spółek handlowych, PPH 1/2001 s. 1-12
[3]A. Berle, G. Means, The Modern Corporation and Private Property, Harcourt Brace, New York, 1932, 1968
[4]Michael Moran, The Morality of Constitutions: Property, Legitimacy and the British Constitution, London 2000
[5]Piotr M. Tomaszewski, Pominięcie osobowości prawnej spółki, PPH10/1995 s.16-21, PPH 11/1995 s.14-19
[6]Hans Jonas, Zasada odpowiedzialności, ... Warszawa...
[7]Emmanuel Lévinas, Otherwise than Being or Beyond Essence, ... 1974
[8]James E. Coleman, Foundations of Social Theory, Harvard University Press, Cambridge (Ma.)1990
[9]Francis Fukuyama, Zaufanie. Kapitał społeczny a droga do dobrobytu, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1997
[10]Peter F. Drucker, Społeczeństwo pokapitalistyczne, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1999, s. 86-87 (oryg. 1993)
[11]częściowo już wdrażaną w części dotyczącej rewizji: Companies (Audit, Investigations and Community Enterprise) Act 2004
[12]Green Paper Promoting a European framework for Corporate Social Responsibility (presented by the Commission), Brussels, 18.7.2001
[13]Communication from the Commission to the Council and the European Parliament. Modernizing Company Law and Enhancing Corporate Governance in the EU – A Plan to Move Forward, Brussels, 21.5.2003
[14]Council Resolution of 6 February 2003 on corporate social responsibility (Official Journal C 039, 18/02/2003)
[15]W Ameryce koncepcje prawników nie zaszły tak daleko, a debata toczy się między contractarian view i regulatory view, przy czym ta druga, koncesyjna koncepcja natury korporacji też bardziej się odnosi do regulacji sądowych niż ustawowych (Henry N. Butler, Larry E. Ribstein, The Corporation and the Constitution, The AEI Press, Washington 1995; Larry Ribstein, Peter V. Letsou, Busines Associations, 3rd edition, Matthew Bender 1996). Zresztą trzeba pamiętać, że na spółkę można spojrzeć z dwóch zupełnie różnych kątów. Jest ona produktem wolnej woli stron, ale też produktem koncesji ze strony państwa, zwłaszcza zaś (od połowy XIX w.) licencji na ograniczoną odpowiedzialność. Cywilizacja XX wieku uczyniła jednak z koncesji coś naturalnego i niemal automatycznego. Nie trzeba wyjaśniać, jak bardzo odmiennie te dwa punkty widzenia traktują samą istotę prawa spółek. Z drugiej jednak strony opinia publiczna domaga się redefinicji sensu spółki. W roku 2000 badanie opinii na zlecenie „Business Week” wykazało, że 95 proc. Amerykanów jest za wielością celów spółki, tj. za przypisaniem jej powinności wobec pracownikówi społeczności lokalnych.
[16]www.iso.org
[17]Andrzej Jakubecki, Marek Jakubek, Andrzej Kidyba, Jan Mojak, Ryszard Skubisz, Zarys Prawa spółek, Lublin 1992, s. 11
[18]Nieuzasadnionym uproszczeniem byłoby twierdzenie, iż kontrowersja liberalno-komunitarna zdominowała ideową debatę przełomu tysiącleci. Więzi międzyludzkie są różne i różnie opisywane. Ich obrońcami są dziś także klasyczni konserwatyści czy też ludzie ukształtowani przez religie (judaizm, chrześcijaństwo, islam). Kultowa książka prawicy i nowej lewicy z 1953 roku o odbudowie wspólnoty była dziełem konserwatysty Roberta A. Nisbeta. Należy też wskazać spojrzenie na własność oparte na nauce o powszechnym przeznaczeniu dóbr, których prawnym właścicielem jest dany człowiek, lecz ostatecznym właścicielem – Bóg. W różnych postaciach występuje ono dziś głównie w katolicyźmie i islamie.
[19]częściowo zrealizowanych po II Wojnie Światowej i stosowanych dziś w rezydualnej formie w wybranych spółkach choćby w Niemczech (Mitbestimmung[19]) czy w Pols