Władza jak kula
Polska (nie)konkurencyjna
W rewolucyjny wręcz sposób poprawiliśmy w ciągu ostatnich lat główne parametry ekonomiczne - awansując w wielu dziedzinach do pierwszej trzydziestki krajów świata. Większych problemów nie sprawiają już przedsiębiorcom takie rzeczy, jak inflacja, kurs złotówki, infrastruktura techniczna. A jednak w ostatnim rankingu konkurencyjności ogłoszonym przez Światowe Forum Gospodarcze ("Davos") obsunęliśmy się w ciągu roku z 45. na 60. miejsce! Kulą u nogi naszej gospodarki jest dziś władza: urzędy, sądy i inne instytucje publiczne.
W rankingu jakości pracy instytucji spadliśmy w ciągu roku o 22 pozycje - na 80. miejsce wśród 104 krajów. Jeszcze boleśniejszy jest upadek w kategorii "jakość pracy sądów" - z 51. na 78. miejsce.
- Władza w Polsce promuje od lat rozwiązania obniżające konkurencyjność gospodarki - komentuje prof. Małgorzata Bednarczyk z Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ. I wylicza: na 170 mld zł szacuje się wartość zatorów płatniczych, czyli należności jednych przedsiębiorców wobec drugich - oznacza to, że niepłacenie kontrahentom stało się u nas zasadą, zachęcającą oszustów do okradania uczciwych przedsiębiorców. Sprzyja temu nasz system sądowniczy: przeciętny sąd rozpatruje sprawę przez około 1000 dni, gdy w Unii Europejskiej średnia ta wynosi 140 dni.
Z powodu rozdawnictwa pieniędzy przez polityków olbrzymi jest koszt obsługi długu publicznego - 3 proc. PKB. Konkurencyjność obniża też pomoc publiczna dla przedsiębiorstw, która w latach 2001-03 wrosła dwukrotnie. - Pieniądze te nie trafiły oczywiście do drobnego biznesu, tylko do nieefektywnych "jamochłonów" - komentuje prof. Bednarczyk.
System dla "lekarzy"
Kraje, w których podatki dla biznesu są mniejsze, przyciągają wielkich inwestorów; swą potęgę budowała w ten sposób Irlandia. Teraz tym śladem idzie Słowacja. - Również Polska, po obniżeniu stawki do 19 proc., wypada na tle innych krajów konkurencyjnie - przyznaje Krzysztof Rogala z Centrum im. Adama Smitha. - Ale sama stawka to nie wszystko.
W USA stawka podatku dla biznesu wynosi aż 35 proc., a jednak kraj ten przyciąga najwięcej w świecie inwestycji. - Liczy się stabilność przepisów i systemu podatkowego, a z tym jest w USA wyśmienicie. Natomiast u nas - tragicznie - wyjaśnia ekspert CAS. We wspomnianym rankingu, w zakresie stabilności prawa i podatków Polska uplasowała się w ogonie. Równie niepokojące wyniki osiągnęliśmy w kategorii "korupcja" i "jakość pracy urzędów".
- Źródłem największej dziś polskiej choroby: niestabilności warunków i niewydolności instytucji publicznych jest polityka - zaznacza Rogala i dodaje, że zamiast upraszczać przepisy i system podatkowy, kolejne ekipy rozbudowywały aparat; ostatnia sięgnęła nawet po towarzyszy ze Służby Bezpieczeństwa i ulokowała ich w wywiadzie skarbowym.
Sześć czarnych punktów
System prawny jest tak skonstruowany, by zapewnić komfort urzędnikom, a nie przedsiębiorcom. - Polskie państwo rezygnuje z obecności tam, gdzie powinno interweniować, a wkracza w sfery, w które nie powinno się mieszać - mówi poseł Artur Zawisza, członek Mazowieckiego Forum Przedsiębiorczości i Stowarzyszenia na rzecz Swobód Obywatelskich. W samej tylko ordynacji podatkowej znalazł aż sześć "czarnych punktów", o które notorycznie rozbijają się przedsiębiorcy. W jednym przypadku udało się zmienić prawo: od przyszłego roku podatnik nie będzie mógł ponieść szkody, jeśli zastosuje się do interpretacji urzędu skarbowego. Ale pozostało pięć zagadnień, które trzeba zmienić. Chodzi m.in. o podejście aparatu skarbowego do zgodnego z prawem unikania płacenia podatków (urzędnicy skłonni są wszystko traktować jako "bezprawne uchylanie się") czy do składanych przez przedsiębiorców korekt podatkowych (Ministerstwo Finansów zaleciło traktować korekty jako... "samodenuncjację"). Trwa również walka o to, by w wypadku błędnych decyzji podatkowych przedsiębiorca mógł się domagać odszkodowania za utracone z tego powodu korzyści. Na razie nie jest to możliwe.
Jak na dłoni
Andrzej Nartowski, redaktor naczelny "Gazety Bankowej", zwraca uwagę, że pozytywne zmiany warunków funkcjonowania firm będą możliwe jedynie wtedy, gdy zbudujemy bardziej przejrzyste państwo - i równie przejrzystą gospodarkę. Na razie wszystkie ważne decyzje polityczne i gospodarcze zapadają za zamkniętymi drzwiami gabinetów, co nie sprzyja budowie wzajemnego zaufania. - Nikt nie napisze w bilansie, że posiada zaufanie innych, ale bez tego zaufania jego bilans będzie kiepski. A nie da się budować zaufania bez przejrzystości zasad i mechanizmów - podkreśla red. Nartowski. Wylicza główne bolączki w funkcjonowaniu spółek giełdowych, które powinny działać przy otwartej kurtynie: - Tajna jest polityka płacowa, a przecież wynagrodzenia zarządu i członków rad nadzorczych winny być jawne. Na stanowiska w spółkach promowani są kumple bez kompetencji. Brakuje ciągłości nadzoru nad poczynaniami zarządów, bo rady nadzorcze są jak drzwi obrotowe - jeden wchodzi, drugi wychodzi. W cywilizowanych krajach inwestorzy nie interesują się spółkami, które są nieprzejrzyste. U nas musi być tak samo.
Poseł Zbigniew Ziobro podkreśla, że kręgi politycznych i gospodarczych oligarchów nie są zainteresowane przejrzystością działań, bo ich siła i pozycja opiera się właśnie na totalnym braku jawności.
- Na światło dzienne wychodzą mechanizmy podejmowania ważnych decyzji gospodarczych. Mechanizmy przerażające, świadczące o totalnym zepsuciu. Bez pełnej przejrzystości państwa przedsiębiorcy wciąż będą bić głową w mur, a Polska w rankingu konkurencyjności będzie się dalej obsuwać - konkluduje poseł Ziobro.
ZBIGNIEW BARTUŚ
Wypowiedzi pochodzą z II Małopolskiego Szczytu Gospodarczego - "Jak zwiększyć konkurencyjność polskich firm", który w zeszłą sobotę odbył się na Wawelu. Organizatorem było Małopolskie Forum Przedsiębiorczości.