Porażenie mózgowe - bezpłatne konsultacje






SPECJALNE STREFY EKONOMICZNE. INWESTYCJE, ROZWÓJ, FINANSOWANIE W TRUDNYCH CZASACH GOSPODARCZYCH






Brońmy złotego - EWO PP





Na Nowy Rok 2007 - nie tylko o służbach


„Podnieś rękę Boże Dzicie
Błogosław Oyczyznę miłą
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieray iey siłę , swą siłą”

„Pieśń o Narodzeniu Pańskim”
Franciszek Karpiński/ 1792


Czas adwentu nie uciszył sporów. Scena polityczna wygląda dziś tak paskudnie, bo po raz pierwszy od wielu lat wahadło wymknęło się spod kontroli.
Zwycięska partia na domiar złego ma świetne notowania, biorąc pod uwagę zarówno zmarnowaną premię wyborczą, jak i ponad roczny okres sprawowania władzy w drastycznym dyskomforcie. Ludzie patrzą w TV, a często nie myślą „poprawnie”. Nowość.
Niedawna zmiana systemowa spowodowała, że Polacy nadmiernie zaczęli się interesować służbami, zwłaszcza tymi specjalnymi.
Okazało się, że agentów było więcej, niż im się zdawało, że byli wszędzie.
Do tego doszedł element zysku, jaki stał się udziałem ludzi, którzy za zgodą Moskwy dokonywali pionierskiej operacji pokojowego przejścia, otwierając tzw. „okres transformacji”.
Brak rzetelnego rozliczenia i właściwej weryfikacji sprawił, że pomimo upływu 17 lat Polacy nadal siedzą w archiwach, szukając swoich „świń”. Nie przeszkadza to ludziom wybierać regularnych „komuchów” i przeróżnych „agentów” w kolejnych, demokratycznych wyborach. Ale dlaczego niby ma przeszkadzać? Marksistowska PZPR liczyła w roku 1980 – 3,1 mln. członków, którzy przecież posiadali (liczne często) rodziny. Później prawie 100% rodaków okazało się być.. katolikami. Sam znałem ludzi, którzy „wstępowali” za mieszkanie, za stanowisko, a nawet za miejsce w cieplejszej lokomotywce wąskotorowej na Hucie im. Lenina. Bez przykrych konsekwencji doczesnych.

Następstwem braku lustracji i dekomunizacji jest niezdrowe zainteresowanie działaniami, które ze swej natury nie powinny być jawne. Wymagany w tym względzie profesjonalizm polega na tym, że ogół obywateli nie otrzymuje zbyt wielu informacji, nie sprawuje bezpośredniej kontroli, a jednak wszystkie działania są prowadzone bezwzględnie w jego interesie. Służba tajna nie przestaje być służbą. Problemy zaczynają się wtedy, gdy działa w warunkach faktycznej utraty suwerenności, lub w sytuacji , gdy suwerenność ta jest „rozmiękczana” i ograniczana.
Bo dwóm panom służyć przecież nie można, więc którymś trzeba wzgardzić.

Schyłkowy okres Pierwszej Rzeczypospolitej to nie tylko Konstytucja 3 Maja, konfederacje szlacheckie i obiady czwartkowe. Ogólnie znane zdarzenia wyparły z naszej świadomości gangrenę, która skrycie toczyła ciało infiltrowanego, korumpowanego i demontowanego państwa.
Bezwzględność operacji sprawiła, że działy się w Polsce rzeczy straszne. Rzeczpospolita nie mogła zapewnić bezpieczeństwa nie tylko swoim szeregowym obywatelom, ale nawet członkom najwyższych, państwowych i kościelnych władz. Paraliż ten nie wynikał z przypisywanej Polakom niezdolności do stworzenia właściwych procedur, ani powszechnego braku gotowości do świadczenia na rzecz dobra wspólnego. Wszelakiej rangi agenci, często umocowani wysoko w hierarchii, za określone korzyści niszczyli organizm państwowy, jawnie zmierzając do poddania kraju obcej władzy.
Na koniec zdradził sam (zniewolony także osobistym szantażem) król, przystępując do założonej de facto w Petersburgu – Targowicy.
Zanim jednak do tego doszło, przed ważnymi głosowaniami w Sejmie, rosyjskie służby dokonywały porwań i wywózek. Przekupstwa, wymuszenia, szantaże i skrytobójstwa musiały być więc tym bardziej na porządku dziennym. Pierwsi zesłańcy nie trafili zatem na Sybir w wyniku przegranych powstań, lecz zostali wywiezieni w celu sterroryzowania Polaków, jeszcze w okresie, gdy formalnie mieli oni swoje niepodległe państwo. Warto w tym miejscu przypomnieć przypadek biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, którego na rozkaz posła Rypina aresztowano i wywieziono do Kaługi. Zastraszeni posłowie niebawem przyjęli wszystkie żądania Katarzyny II. Był rok 1768.

Rozbiory zwieńczyły trwającą ponad wiek operację, w której słabym punktem polskiej strony okazał się być system parlamentarny. Pamiętajmy, że podczas panowania Augusta II zwanego Mocnym na 18 sejmów zerwano „jedynie” 10, zaś za jego następcy Augusta III już tylko jeden sejm nie został zerwany. Przyjmuje się (z pewnym uproszczeniem), że cały proceder zapoczątkował niesławnej pamięci poseł ziemi trockiej Władysław Siciński.w roku 1652, działając z polecenia Janusza Radziwiła.

W tzw. Polsce Ludowej, po okresie wojny domowej, która pochłonęła w rzeczywistości setki tysięcy ofiar, ustabilizował się agenturalny reżim. PKWN powołano w Moskwie, posługując się grupą polskich renegatów, których następnie przywieziono do kraju. Polska przegrała wojnę , straciła 1/3 swego terytorium i 7 milionów obywateli. Polacy stali się dla Zachodu niewygodnym wyrzutem sumienia, lecz nie dość silnym, by znów nie dogadać się ponad ich głowami. Za zgodą niedawnych sojuszników narzucono nam system, który miał służyć interesom zwycięskiego... agresora. Działania służb musiały więc w istotnym zakresie zostać podporządkowane interesom ZSRR. Powoli zwiększano udział Polaków w strukturach władz państwowych i aparatu bezpieczeństwa, a niewydolny system rozluźniał więzy, flirtował z wolnym rynkiem, chciał „rozmawiać, jak Polak z Polakiem”. Niezmiennie jednakże grabił, deprawował i inwiligował.
Nieraz też dochodziło do groźnych nadużyć, bo negatywna selekcja przeważnie bywała normą.

Opisane okresy historii dzieliło raptem półtora wieku, przedzielone dwoma dekadami Drugiej Rzeczypospolitej, która była państwem niepodległym i zdolnym wygrywać. Tak naprawdę, na przekór histerycznej krytyce, w której lubują się zarówno komuniści, jak i „narodowcy” - możemy z tego okresu być naprawdę dumni. W 1920 roku, co dopiero odrodzone Państwo Polskie powołało pod broń ponad 900 tyś. ludzi i wygrało wojnę ze swym najdzikszym wrogiem, z bolszewicką Rosją. Przy okazji wróciło na ten moment - europejskie „Przedmurze”.
Przez cały okres międzywojenny, na terytorium Rzeczypospolitej szalały obce wywiady i spec grupy przygotowane do dywersji ideologicznej i gospodarczej.
Sam miałem okazję poznać obywatela IIRP, oficjalnie polskiej narodowości, który będąc już emerytem, opowiadał dumnie, jak przed wojną, będąc łódzkim fryzjerczykiem, brał pieniądze od komunistów za „funkcjonowanie”, w czasie wojny przebywał na Uralu, by po „wyzwoleniu” objąć komendę Urzędu Bezpieczeństwa w Małopolsce. Po likwidacji UB wszedł do nomenklatury partyjnej, pełniąc do 1968 r wiele funkcji dyrektorskich. Poświęcając się pracy, prywatnie nie stworzył rodziny, miał natomiast z sekretarką córkę, która na początku lat 80-tych wyemigrowała do Szwecji, podobno wstydząc się wtedy własnego ojca.
Na tym przykładzie możemy zaobserwować zarówno pewną ciągłość, jak i proweniencje.

Często jest tak, że widzimy jedynie skutek, a przyczyny znajdujemy tam, gdzie nam je sprytnie wskazano. Naród o wielowiekowej, państwowej tradycji, nagle nie potrafi się rządzić. Największe państwo Europy, niedługo potem nazywane jest „państwem sezonowym”. Polacy z niedawnych „obrońców chrześcijaństwa” (1683 – Wiedeń, Parkany), stają się martwiącymi Watykan warchołami (powstania narodowe: 1832 – Grzegorz XVI i 1864 – Pius IX). Buntownikami wobec obcej, ale uznawanej za prawowitą władzy. Pius IX zarządził co prawda publiczne modły za „nieszczęśliwą Polskę”, ale w zasadzie kontynuował niechętny stosunek swego poprzednika do wszelkich ruchów narodowowyzwoleńczych, nie czyniąc dla Polaków wyjątku.
Mało kto pamięta, ze 126 lat po Odsieczy Wiedeńskiej, Austriacy oblegli Jasną Górę, a później zdemolowali Święty Krzyż. Rosjanie zaś oblegali już w 1771r. zarówno jasnogórski klasztor, jak i kolejne święte twierdze - Wawel i Tyniec.
Działania wojenne, choć częste, były stosunkowo skromne, gdyż jedynie wieńczyły długi okres pracy dyplomatów i agentów.
W polityce trudno liczyć na solidarność, sentymenty, czy wdzięczność. Liczy się zawsze rachunek sił i bieżący interes. I musimy mieć na względzie fakt, że nic się pod tym względem nie zmieniło i nie zmieni.

Wracając do czasów współczesnych i spraw aktualnych. Polskie służby muszą działać profesjonalnie, nie będąc przedmiotem telewizyjnych debat ani też sensacyjnych rozliczeń. Warunkiem jest ostateczna weryfikacja, prawidłowe umocowanie i stała kontrola dokonywana przez władze Rzeczypospolitej. Służby te będą wierne Polsce, gdy członkowie władz będą rekrutowani ze stronnictw które nie tolerują w swych szeregach moskiewskiej schedy, nie deklarują „miękkiego pijaru” wobec Unii i nie boją się konfrontacji, gdy chodzi o polską rację stanu. Gdy odsunie się zarówno „dzielnych” opozycjonistów, jak i „zacnych” profesorów z grubymi teczkami, a sprawy przekaże ludziom o niekwestionowanej przeszłości.
Obserwując współczesną scenę polityczną widzimy, jak pod pretekstem poprawności politycznej kompromitowane są usilnie międzynarodowe działania konstytucyjnych, polskich władz, jak ośmieszani są poszczególni parlamentarzyści, jak w „naszych” mediach wyszydzany jest każdy polski sukces.
Dzieje się to w ramach funkcjonowania opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej (najbardziej brutalnej od początku transformacji), ale pisane są też „listy” (jak niegdyś ten radomski do carycy), urządzane spektakle telewizyjnych „autorytetów” oraz igrzyska zawodowych błaznów – szyderców.
Znowu stajemy się „niepoczytalni” i „niezdolni”? Znowu zaczynamy „warcholić”?

O możliwych skutkach wejścia Polski do UE na „wynegocjowanych” warunkach, ostrzegaliśmy już podczas kampanii przed referendum akcesyjnym. Groźba nowego referendum, tym razem konstytucyjnego, została na razie odsunięta. Mamy więc czas, by podziwiać działania naszych starych i nowych przyjaciół, niezmiennych w kwestii realizacji własnej racji stanu i tak, czy inaczej określanego narodowego interesu.
Obyśmy nigdy nie obudzili się z nimi - we „wspólnym” państwie, znów ze „wspólnymi” służbami.

Jan Szczepankiewicz





         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004