Opinia Małopolskiego Forum Przedsiębiorczości w sprawie proponowanego wprowadzenia ograniczeń działalności hipermarketów w Krakowie







Pod patronatem Naszego Dziennika

Szlakiem walk Armii "Kraków"













Czy ktoś dostał zadanie: ośmieszyć konserwatywny – liberalizm?


W początkowym okresie transformacji, za najbliższe mi ideowo stronnictwo polityczne, uważałem partię konserwatywno – liberalną. Warszawska, konserwatywna odmiana powstała natychmiast po okrągłym stole. Gdańscy liberałowie byli zaś formacją zupełnie nieznaną, lecz zaraz po publicznej prezentacji, sprawnie funkcjonowali, jako element konstrukcji III RP. Będąc przedsiębiorcą, niezwiązanym z komunistycznym układem, widziałem w przemianach rynkowych nie tylko przejaw sprawiedliwości dziejowej, ale też szansę na nową, silną Polskę.
Demokracja była świeża, więc nawet ewidentne szaleństwa liderów konserwatywno- liberalnej partii, ostatecznie mnie do niej nie zrażały. Po kilku latach zaproszono mnie do krajowego zarządu - reformatorów, w którego pracach uczestniczyłem w charakterze członka, przez okres półtora roku.. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, zrezygnowałem z członkostwa w partii, uznając wszelkie działania za, co najmniej - bezproduktywne.
Miło natomiast wspominam niezwykłą skłonność członków do bezinteresownego działania, oraz zupełnie niespotykaną w realnym świecie, wiarę w słuszność propagowanej idei. Kto zna materię, ten wie, że ludzie bardzo niechętnie łożą czas i pieniądze na sprawy poczciwe, ale w zasadzie beznadziejne. Pomijając oczywiście związki religijne oraz praktyki żebracze.
Zanim jednak do tego stanu doszło, w Sejmie pojawili się trzej konserwatywni liberałowie.
Ocena ich działalności w okresie poprzedzającym tzw. nocną zmianę, a zwłaszcza podczas głosowania votum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej, jest bardzo (delikatnie mówiąc) zróżnicowana.
Bieżąca działalność, a także kolejne kampanie wyglądały naprawdę niezwykle. Wielu zastanawiało się, czy ma do czynienia z paranoją, czy z syndromem samobójcy.
Coraz częściej padały pytania, które dotyczyło moralnej strony działania liderów i publicystów, ale też możliwych powiązań oraz rzeczywistych inspiracji.
Zawsze popierałem idee lustracji i dekomunizacji, nie wątpiłem w bezwzględną potrzebę wzmocnienia mechanizmów wolnego rynku, za priorytet uważałem wspieranie polskiej przedsiębiorczości, ze szczególną ostrożnością podchodzę też do tzw. idei europejskiej.
Nigdy jednak nie odważyłbym się na działania w tak złym guście i de facto tak - obustronnie kompromitujące. Obustronnie też, ale nie symetrycznie - szkodliwe.
Po opublikowaniu przecieków, opartych (jak rozumiem) na fragmentach raportu z likwidacji WSI, gdzie potwierdzono fakt, iż pozyskani do współpracy dziennikarze, mieli kompromitować i ośmieszać idee lustracji i dekomunizacji, powraca zasadnicze pytanie.
Czy ktoś miał za zadanie skompromitować polskich liberałów i konserwatystów?
Jak to się stało, ze przez 16 lat marnowano bezcenną, polityczną energię i bezinteresowną pracę?
Mimo spełnienia wielu wczorajszych postulatów, dalej sączony jest jad.
Dla mnie dzisiejsza Polska nie jest „reżimem”, podobnie jak ruski car nigdy nie był ojcem, w PRL-u zaś nie korzystałem np. z zagranicznych stypendiów.
Czy kiedyś poznamy prawdę?

Jan Szczepankiewicz


         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004