Rzecz o wieszaniu zdrajców
Radziwiłłowie, Targowica, Wielopolski, PKWN, WRON, Okrągły Stół....
Nieszczęścia zaczęły się dawno. Gdy po raz pierwszy zachwiała się Pierwsza Rzeczpospolita. Gdy pojawili się renegaci, niepomni zasług ojców, które wyniosły ich ponad resztę rycerstwa. Gdy kat nie wyciął mieczem zdradzieckich rodów, lub przynajmniej nie amputował im sparszywiałych gałęzi. Całe to plugawe, wyrodzone ze szlacheckiego stanu plemię, winno być wydziedziczone i w przewidziany prawem sposób ukarane.
Momenty, w których wracała prawowita władza, były okazją do bezwzględnego rozprawienia się w wrogami polskiego państwa – tak, aby osiągnąć możliwie najwyższy stopień prewencji indywidualnej i ogólnej. By nie dopuścić do zbrodniczej recydywy.
Niestety, nie czyniono tego w wystarczającym zakresie i we właściwym czasie.
W zasadzie już pierwszy Potop Szwedzki nie został prawidłowo rozliczony. A należało stawiać pale, łamać kołem, ćwiartować i wieszać na rogatkach, tych co sprzeniewierzyli się Najjaśniejszej. Postąpić z nimi tak, jak uczyniono to z niesławnej pamięci Michałem Piekarskim.
Refleksja przyszła późno.
Podczas Insurekcji Kościuszkowskiej masowo wieszano przywódców i uczestników Konfederacji Targowickiej, choć pewnie kara nie dopadła wszystkich.
Podczas powstań narodowych słusznie eliminowano zdrajców, którzy nie chcieli wypowiedzieć posłuszeństwa zaborcy. Szlachetna selekcja dokonywana podczas Powstania Styczniowego była niezwykle skuteczna, m.in. za sprawą bezlitosnych „sztyletników” Ignacego Chmieleńskiego.
Jaka szkoda, że zdrajcy pokroju Branickiego czy Wielopolskiego umierali często we własnych łóżkach.
Czasy te przybliżył mi przekaz rodzinny, nie dopuszczam więc żadnej dyskusji pro moskiewskich dewiantów, którzy usiłują przedstawiać pospolitych sprzedawczyków, jako fikuśnych myślicieli (sprawę Wielopolskiego podsumowałem zresztą tekstem ”Aleksander Wielopolski, polityk obcy i nieskuteczny” - dostępnym na www.porozumienie.pl)
Po wejściu Armii Czerwonej, przywiezieniu powstałego w Moskwie PKWN i ogłoszeniu napisanego przez Stalina „Manifestu Lipcowego”, zginęły setki tysięcy najlepszych synów tej ziemi. Powstanie Warszawskie, wojna domowa, skrytobójstwa UB. Władzę budowano na obcym pierwiastku ideowym, wrogim elemencie etnicznym oraz niepiśmiennym, kryminalnym marginesie.
Najbliższe, bo rodzinne tradycje, kierują moje sympatie ku Armii Krajowej, Narodowym Siłom Zbrojnym i organizacji ostatniej szansy – Wolności i Niezawisłości.
W pewnych momentach, już same kontakty z komunistami, skutkowały tam bezwzględną eliminacją fizyczną. Mieliśmy dwóch wrogów, z którymi nie było o czym dyskutować. Historia potwierdziła wizje i usprawiedliwiła czyny.
Powojenni oprawcy Urzędu Bezpieczeństwa nie powinni byli umierać śmiercią naturalną.
Wojciech Jaruzelski, komunista i agent, który zhańbił swój ród, zdradzając Polaków - także powinien ponieść zasłużoną karę. Miarą demoralizacji i bezkarności było jego zdziwienie, gdy w czasie kiedy bezczelnie rozdawał autografy, ugodził go kamień zdesperowanego, pokrzywdzonego człowieka. Był to jedyny komunikat, który skutecznie dotarł do tego, pozbawionego czci i honoru człowieka.
Bezkarność deprawuje, żywi indyferentyzm, rodzi relatywizm moralny, zabija sumienie i niszczy wszystkie instytucje.
Okrągły Stół był niewątpliwym sukcesem agentury moskiewskiej. „Gruba linia” nie przekreśliła krzywd, a pokrętna filozofia „pluralizmu” dla wszystkich oraz „wzmacniania lewej nogi”, w efekcie doprowadziła do powstania PRL-bis, w którym uwłaszczano nomenklaturę i nagradzano zbrodniarzy.
Nie dopuszczono do reprywatyzacji, lustracji i dekomunizacji. Nie ukarano morderców i co najgorsze – dokonano publicznego rozgrzeszenia zdrajców.
Kontynuację animowali ci sami ludzie, którzy władali niesuwerenną PRL. Przez kolejnych 16 lat trzęśli się przed byłym, sowieckim mocodawcą, bali własnej przeszłości, zakłamywali historię. Zaprzepaścili też szansę na równoprawne wejście do Unii Europejskiej.
Raz po raz, usłużnie upośledzali naszą przedsiębiorczość, niszczyli konkurencyjność polskiej gospodarki, „schładzali koniunkturę”.
Trudno dziś mówić o adekwatnych karach, ale niezbędne jest osądzenie i publiczne napiętnowanie zdrajców. W przeciwnym razie nie przerwiemy pasma klęsk, strat i niezasłużonych poniżeń.
Widzimy, że dzisiejsza „opozycja” w znacznej swej części nie ma cech normalnej opozycji demokratycznej. To plująca na własny kraj, niezdolna do żadnej współpracy i pozytywnych relacji, koncesjonowana przy Okrągłym Stole - ekipa III RP.
List b. Ministrów Spraw Zagranicznych, wypowiedzi Geremka, Śpiewaka czy Osiatyńskiego dla niemieckich i amerykańskich mediów - to donosy na własny naród, skowyt o interwencję obcych, ciąg dalszy procederu zdrady.
Czy współczesny epizod skończy się listem dziękczynnym, podobnym do tego, który zwieńczył prace Konfederacji Targowickiej?
Jestem gorącym zwolennikiem zgody i koncyliacji, której beneficjentami oraz stronami. mogą być także ludzie słabi, a nawet zhańbieni. Polska potrzebuje rzetelnej pracy i wspólnej troski.
Potrzebuje też korzystnej współpracy z sąsiadami, na równoprawnych warunkach.
Nie można jednak usprawiedliwiać działań, które kiedyś unicestwiły imperium wolności i tolerancji, przedmurze chrześcijańskiej Europy, a niedawno opóźniły nasz rozwój o całe 50 lat.
Nie można premiować oprawców, tolerować wyrodków, zrównywać bohaterstwa i zdrady.
Przed Polską XXI wieku stoją nowe wyzwania, a niektóre problemy, od prawie 400 lat pozostają te same. Wciąż nie ma nieuniknionej kary dla zdrajców, wciąż dyskutujemy o ich ewidentnej winie.
Jan Szczepankiewicz