"KFP POLECA!"






I. Pismo do PISF






Rzemiosło, a sprawa polska





Głodówka niezadowolonych grubasów


Kiedy widzę głodujących w sprawie podwyżki, odczuwam prawdziwe zażenowanie. Jak wolny człowiek może się tak poniżyć? Z własnej i nieprzymuszonej woli zrobić z siebie durnia.
Rozłożeni na materacach i kocach, z minami cierpiętników, ostentacyjnie popijają wodę - do czasu, w którym odmówią także przyjmowania płynów.
Często z wyraźną nadwagą, nie wyglądają na ludzi, których desperacja jest adekwatna do rzeczywistych przyczyn. Bo przecież podwyżki można uzyskać w przeróżny, a przy tym godny sposób. Poprzez zmianę miejsca pracy (nawet łącznie z miejscem zamieszkania), zdobycie nowego zawodu, podniesienie kwalifikacji, podjęcie działalności na własny rachunek.. Dlaczego więc ludzie o zdrowych zmysłach decydują się na tak nieodpowiedzialne i de facto komiczne zachowania?
Głodówka wydaje się być stosowną formą w sytuacji, gdy człowiek jest pozbawiony wolności, gdy zostaje poddany nieludzkiej represji, gdy nie są możliwe żadne inne sposoby zwrócenia uwagi na oczywistą niesprawiedliwość. Ale jak można tak się wygłupiać w ustroju, w którym każdy (z założenia) jest kowalem swojego losu?
Powód jest prosty. Ludzie zamiast się wstydzić własnej nieudolności i braku kreatywności, nieustannie porównują zarabiane przez siebie pieniądze z zarobkami innych, nie podejmując właściwych działań naprawczych, a jedynie szukając winnych. W przypadku instytucji państwowych łatwo jest znaleźć zarówno winnych, jak i partnera do rozmów, bo rzeczywistymi zmianami nikt nie jest zainteresowany, gdy można coś wydrzeć za frajer, czyli za tzw.„spokój społeczny”. Wszystkie koszty nieudolności stron przymusowo przecież pokryje podatnik. Szczególnie zaś ten uczciwy i zaradny.
Wszelkie związki i korporacje o charakterze roszczeniowym, bądź też „obronnym”, mają więc wybitnie deprawujący charakter. Zarówno związki zawodowe, jak i organizacje pracodawców są zbudowane na chorym fundamencie marksistowskiej teorii walki klas oraz leninowskiej zasadzie „kto kogo?”.
Normalny człowiek realizuje swoją wolność, zawierając dobrowolne umowy, w których ekwiwalent nie zawsze jest może satysfakcjonujący, ale weryfikowany przez rynek, daje podstawy zdrowej refleksji i staje się podstawą podejmowania właściwych, życiowych decyzji. Normalny człowiek, ale nie „homo sovieticus”.

Szczególnie wstydzę się za tzw. inteligentów, których zeszmacenie się sięgnęło dziś w wielu wypadkach apogeum. Gdy wspominam nadzieje związane ze stopniowym przejmowaniem przez tę zdegradowaną i zdeprawowaną w socjalizmie grupę, funkcji dawnej szlachty – dochodzę do wniosku, że miały one charakter autoterapii i wynikały z braku realnych perspektyw powrotu do przedrewolucyjnego porządku.
Wielu dzisiejszych „inteligentów” cechuje brak ambicji, potworna hipokryzja oraz infantylizm wiecznego dziecka systemu. Socjalistycznego systemu.
Czy kiepski lekarz lub marny nauczyciel musi być zatrudniony w zawodzie i zadowolony z wypłaty? Czy właściciel nowego Mercedesa może skarżyć się na kiepskie, oficjalne zarobki?
Czy można bronić ewidentnych przestępców, tylko dlatego, ze należą do naszej grupy zawodowej?
Czy chory system, na który tak chętnie powołują się zmutowani inteligenci, nie został aby przez (prawie) wszystkich zaakceptowany podczas kolejnych, demokratycznych wyborów? Czy przypadkiem nie polubili swojego sznurka? Czy zatem go szarpią, czy może tylko z upodobaniem żują?

Większość „protestujących” i „żądających”, niezależnie od wysokości pensji, stało się beneficjentami zdrowego, kapitalistycznego rozwoju sił wytwórczych, bo ich dziadkowie jedli kurę jedynie w dwóch przypadkach – gdy byli chorzy, lub gdy kura była chora. Dziś kura jest dostępna, zabita i oskubana za równowartość połowy godziny najgorzej płatnej, a przy tym powszechnie dostępnej pracy.
W katolickim narodzie, powszechna musi być też świadomość grzechu, jakim jest świadome i nieusprawiedliwione szkodzenie zdrowie własnemu i bliźnich. W tym także, zdrowiu psychicznemu. Nie mówiąc już o permanentnym gorszeniu maluczkich.

Jan Szczepankiewicz


         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004