Powołanie Komisji ds. Projektów Europejskich






IV Małopolski Szczyt Gospodarczy






Make love, not war - pokłosie





Homoseksualizm – polski dialog, czy „europejska” konfrontacja


Sedno sprawy
Nie ma co puszczać oka, ani też udawać, że nie wiadomo o co chodzi. Z każdej sprawy można wycisnąć kasę, jeżeli wepchniemy ją umiejętnie w nurt polityczny. I tak się stało z przypadłością natury kłopotliwej pn.” homoseksualizm”. Kłopotliwej i dramatycznej, bo przecież jest rzeczą oczywistą, że lepiej żyć w zgodzie z powszechnie uznawanymi wartościami, nie mieć konfliktu z religią, nie kombinować jakby tu przechytrzyć fizjologię.
Niewielka część populacji jest jednak dotknięta paskudną anomalią i osoby te bardzo różnie sobie z tym radzą. Jedne mając świadomość oczywistej nieadekwatności, starają się korygować zakłócenia własnej osobowości, inne z kolei odsuwają od siebie myśl, że coś jest nie tak i podejmują walkę o możliwie powszechną akceptację ich nietypowych preferencji.
Akceptacja ta wymagać ma jednak nie tyle prawdziwej tolerancji, co absolutnej bezkarności i przywilejów. Muszą być zatem straty, przymus prawny i słuszne ofiary eksperymentów. Czyli kolejna rewolucja.
Chore postulaty są efektem złej wiary i bezwzględności, z jaką działają polityczni prowokatorzy, nie bacząc na rzeczywiste, przyjazne i można powiedzieć - modelowe wręcz stosunki, ukształtowane przez wieki w normalnym, polskim społeczeństwie. W przeciwieństwie do cuchnącej zgnilizną Europy Zachodniej, homoseksualizm nie był tu nawet obiektem większego zainteresowania, a co dopiero wrogości. Był co najwyżej indywidualnym problemem - psychologicznym, zdrowotnym lub religijnym. Nigdy zaś - zawodowym, społecznym czy politycznym.
I komu to przeszkadzało?

Agresja i tolerancja
Nachalna ekspozycja aktów homoseksualnych, silą rzeczy budzi naturalną agresję. Z bardzo prozaicznego powodu – są to obrazy i zachowania dla ogółu potwornie obrzydliwe, a przy tym obrażające najbardziej cenione przez zwykłych ludzi wartości. W momencie, gdy następuje zorganizowany atak na osoby szczególnie chronione, jakimi w każdym społeczeństwie są dzieci, a także podstawowe instytucje - takie jak małżeństwo, rodzina czy porządek prawny - nie mamy do czynienia z postulatem równości, ale z diabelską destrukcją podstaw naszej indywidualnej i zbiorowej egzystencji. Patrząc nawet z liberalnego punktu widzenia, w cywilizowanym świecie nikt nie może realizować swojej wolności z naruszeniem odpowiedniej sfery wolności drugiego człowieka. Podstawowym punktem odniesienie nie może być zatem źle rozumiana tolerancja. Bo ona na punkt odniesienie się najzwyczajniej nie nadaje, a podniesiona do rangi wartości nadrzędnej, w tym względzie niszczy ład społeczny i cały system chrześcijańskich wartości.
Nikt nie może się mienić przyjacielem jakiegokolwiek człowieka, jeżeli z niskich pobudek unicestwia dorobek najszlachetniejszej, ludzkiej cywilizacji. Cywilizacji miłości i życia.

Zakrwawione ręce lewicy
Myślenie lewicowe z definicji obarczone jest potężną dawką ryzyka i w praktyce żeruje na ludzkiej niewydolności, zawiści i błędzie. W obecnym, sytym świecie nie można już manipulować klasą robotnicza i ciemnym chłopstwem, posługując się niemądrym hasłem skierowanym do większości: „Proletariusze wszystkich krajów – łączcie się”. Większość jest bowiem wystarczająco zadowolona , pogodzona z demokracją i kapitalizmem - jako takim, a przy tym nie przejawia skłonności do żadnych ideowych poświęceń. Poszukujący politycznego paliwa „naprawiacze świata” , swoją szansę upatrują więc w niezadowolonych mniejszościach.
Czerwony sztandar w tym akurat przypadku przyszło im zastąpić tęczowym.
Lewica XX wieku to de facto apoteoza konfliktu i zbrodni, w każdym możliwym wymiarze.
Na nienawiści i chęci niesprawiedliwego zysku, zbudowano zarówno system sowieckiej Rosji, jak również narodowo - socjalistycznych Niemiec. Lewica szuka konfliktów oraz wszelakich złych skłonności, podsyca je i tak naprawdę żyje z ludzkiego nieszczęścia. Jednym z takich nieszczęść na których marksistowscy bankruci chcą zbić nowy, polityczny kapitał, jest dramat ludzkiego cierpienia, właściwy homoseksualistom. Nie chodzi tu o społeczną wrażliwość, czy prawa człowieka. Chodzi jak zwykle - o pieniądze i władze.

Nasz bliźni z homoseksualnym problemem
Bez akcji ze strony mniejszości, mającej kłopot z pogodzeniem ciała z umysłem – nie będzie dodatkowych kłopotów, związanych z reakcją zszokowanych heteroseksualistów.
Przytłaczająca większość Polaków deklaruje bowiem daleko idące zrozumienie i współczucie, a nawet ograniczone przyzwolenie, pod warunkiem zachowania przez homoseksualistów minimum wstrzemięźliwości, w tym nie afiszowania się ze swoimi upodobaniami w sposób obsceniczny.
Taka postawa nie ma nic wspólnego z dyskryminacją, lecz wyraża najszlachetniejsze, ludzkie zrozumienie i miłosierdzie względem bliźniego, który cierpi, a także troskę o kondycje całego społeczeństwa.
Czego by nie mówić o tzw. lobby homoseksualnym, czy też polityczno – obyczajowych skutkach jego działania, możemy po chrześcijańsku stwierdzić, że sami homoseksualiści są to osoby wyjątkowo doświadczone przez los, z niewyobrażalnym wprost dla przeciętnego człowieka problemem życiowym i druzgoczącymi rozterkami natury moralnej.
Nie pomoże wykreślenie zjawiska z listy chorób, czy zboczeń, bo przecież podstawowe przesłanie natury zostaje zanegowane, a najważniejszy i najsilniejszy z ludzkich popędów wykolejony.
Wbrew pozorom, brak powszechnej wiedzy o tej przypadłości, ewidentnie służył osobom homoseksualnym. Podobnie, jak brak jawności i wręcz obsesyjnej promocji tego typu zachowań. W normalnych warunkach zjawiskiem tym powinna interesować się rodzina, psychoanalitycy, naukowcy i duszpasterze. Nigdy zaś politycy.

Czy jest możliwa „polska droga”?
W tym kontekście należałoby się zastanowić, czy tzw. marsze tolerancji, równości, wolności itp. nie powinny być ignorowane, a z kolei równoległe działania ludzi zatroskanych o przyszłość całego społeczeństwa, (nie wyłączając z niego osób dotkniętych homoseksualizmem) nie powinny przybrać charakteru wyciągniętej, pomocnej dłoni. Być może zamiast przyjmować język nienawiści, proponowany przez unurzaną w zbrodni dwudziestowieczną lewicę, należy wypracować oryginalny, polski sposób na rozwiązanie problemu. Niepolityczny, a tradycyjnie tolerancyjny - czyli dopuszczalny w zakresie, który nie przynosi, czy choćby nie powiększa rzeczywistej szkody.
Podstawę mogłyby stanowić uznanie faktu, że przypadłość dotyczy niewielkiej mniejszości, której problemów nie można rozwiązywać kosztem heteroseksualnej i katolickiej większości oraz zapewnienie, że dyskretni homoseksualiści nie będą dyskryminowani, ani też represjonowani, w przeciwieństwie do agresywnych gorszycieli. Oznaczałoby to, że ich środowiskowe imprezy, na których przyjdzie im poruszać wspólne problemy, organizowane w stosownych miejscach i formie, będą korzystały z ochrony prawnej, na warunkach ogólnych. Z dobrodziejstw demokracji nie będą mogły jednak korzystać pornograficzne, uliczne przedstawienia, które odbywają się pod pretekstem walki z nieistniejącym de facto obecnie w Polsce problemem. Niezbędną byłaby deklaracja, że Polscy homoseksualiści nie będą zwracać się o poparcie do obcych organizacji „gejowskich”, ani też organizować wspólnych publicznych imprez o charakterze konfrontacyjnym. Konieczne jest przy tym zaniechanie działań promocyjnych tego środowiska w przedszkolach, szkołach i na zgrupowaniach młodzieży oraz wszelkich prób upolitycznienia problemów natury psychofizycznej .
Dialog i pomoc drugiemu człowiekowi są możliwe, jeżeli panuje pokój. Ten jednak nigdy nie sprzyjał marksistowskiej lewicy, która niczego dobrego nie zbudowała, a tylko zabrała życie setkom milionów istnień. Lewicowi przywódcy zawsze żyli w luksusie, zabierając godność, oszukując i deprawując biednych ludzi. Zwłaszcza tych, którzy im zaufali.
Nic więc dziwnego, że w przypadku braku możliwości normalnej komunikacji, będziemy mieli powtórkę z historii i znowu w imię niezdrowych ambicji nielicznych, ucierpią wszyscy.
Najistotniejszym wydaje się zachowanie zdrowego rozsądku tj. niedopuszczenie do destrukcji w postaci legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych i umożliwienia adopcji niewinnych dzieci przez ludzi, którzy mają własne, ogromne problemy. Proponowane przez lewicowych polityków powielenie złych wzorców zachodnich, może doprowadzić w konsekwencji do tragedii wielu osób oraz ostatecznego upadku naszej skołatanej rewolucjami, europejskiej cywilizacji. Polacy muszą dziś zachować spokój i nie dopuścić, by podżegacze powołujący się na „europejskie” wartości, doprowadzili do waśni, nienawiści i zniewolenia, także nad Wisłą i Odrą.

Jan Szczepankiewicz



         
© Małopolskie Forum Przedsiębiorczości 2004